Ucieczka od samego siebie

Bardzo rzadko akceptujemy całego doświadczenie, jakie w nas zachodzi. Z reguły dzielimy je na „dobre”, tj. pożądane, chciane, akceptowane i złe tj. odrzucane, niechciane, niepożądane. Rozumienie i wyrażanie zastępujemy ocenianiem i segregacją. Dostosowujemy się do oczekiwań, obowiązujących mód i trendów, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Uczymy się tego bardzo wcześnie. Już jako małe dzieci odkrywamy, że wyrażanie, a wręcz doznawanie pewnych stanów jest niepożądane i budzi negatywne reakcje otoczenia. To mogą być różne rzeczy w zależności od środowiska, w jakim przyszło nam się rozwijać. W jednych rodzinach zakazane jest wyrażanie złości, w innych – smutku, w jeszcze innych – choć niektórym może się to wydać dziwne – miłości. W miarę dorastania i wchodzenia w coraz to nowe grupy społeczne, odkrywamy coraz więcej ograniczeń. Pewne stany, jakich doznajemy okazują się zyskiwać poklask i zjednują nam ludzi, inne powodują, że ludzie zaczynają się od nas odsuwać. Nawet nasz wygląd może okazać się pasujący do obowiązującego modelu lub nie. Okazuje się, że możemy przez grupę być wyśmiewani czy odrzucani nawet z tak prostego powodu, jak pewne, niezależne od nas cechy fizyczne.

To, co pożądane i akceptowalne, zmienia się na przestrzeni wieków i miejsc. To, co w jednej kulturze mogło nam zyskać miano świętego, w innej grozi etykietką wariata. To, co jedno środowisko uznaje za genialne, inne – za szalone. To, za co z jednych czasach można było spłonąć na stosie, w innych – okazuje się być niezłym źródłem dochodów.

Bez względu jednak na szczegóły, odkrywamy, że niektóre z naszych wewnętrznych doświadczeń okazują się być niedozwolone, dziwaczne, groźne. Próba ich ujawnienia obdarzona jest mniej lub bardziej dotkliwymi konsekwencjami, mniej lub bardziej ostrym sprzeciwem otoczenia, lub jedynie obojętnością czy lekceważeniem. Uświadamiamy sobie, że ich wyrażanie jest nieprzyjemne lub bez sensu, bo i tak nic nie daje, poza bólem niespełnienia.

A jednak doznajemy tych stanów, doznajemy czegoś, czego nie powinniśmy doznawać, odczuwamy niechęć wobec robienia czegoś, co powinniśmy robić. Stale doświadczanie czegoś, co nie jest możliwe do wyrażenia np. pragnienia, jakie nie jest możliwe do spełnienia jest nieprzyjemne. Szybko jednak odkrywamy prosty sposób na poradzenie sobie z tym – możemy ich nie przyjąć do wiadomości, zablokować, odrzucić poza obręb własnej tożsamości: „Ja? Nie. To nie ja”.

Klasycznym przykładem jest okazywanie złości czy lęku. Nasza kultura nie akceptuje wyrażania złości czy lęku. Niestety, stanowią one podstawowe reakcje uruchamiane automatycznie w odpowiedzi na stres, doświadczane przez każdego, a jednak wiele osób uważa, że oni nie z tych, co się boją lub złoszczą. Zaczynając je odczuwać, zaprzeczają im: „Ja? Nie! Nigdy, nawet by mi to nie przyszło do głowy. Nie mam czemu zaprzeczać.” Tylko skąd te zaciśnie pieści, to drżenie rąk, te zaciśnięte szczęki, napięte mięśnie placów?

Uciekając od własnego doświadczenia, kreujemy się na kogoś, kim nie jesteśmy, zniekształcamy własny autowizerunek, a potem cierpimy z powodu nie bycia tym, kim się staliśmy. Tracimy kontakt z własnymi potrzebami i niektórymi dążeniami, a potem dziwimy się dlaczego, mimo, że osiągnęliśmy (w pojęciu naszego środowiska) sukces, jakoś nie czujemy jego smaku i czegoś nam stale brak. Np. mogliśmy zostać znanym profesorem lub biznesmenem, ale nie mamy rodziny, którą poświęciliśmy w imię kariery. Gdybyśmy poświęcili więcej czasu na zrozumienie swoich potrzeb moglibyśmy odkryć, że to właśnie rodzina była dla nas najważniejsza. Ale mogło też być odwrotnie, mamy wspaniałą rodzinę, ale nie czujemy spełnienia. Gdzieś tam pod wieloma warstwami codziennych spraw drzemie w nas pragnienie pracy naukowej, rozwijania własnej firmy i wciąż czegoś nam brak.

Jak już jednak wielokrotnie powiedziano, w życiu można uciec od wszystkiego z wyjątkiem samego siebie, a więc to, co odrzuciliśmy istnieje nadal, ale gdzieś poza nami. Wyrzucone poza obręb naszej tożsamości, staje się naszym wrogiem, podążając za nami krok w krok jako nasz cień, podszepty mrocznych sił. Ulegliśmy podziałowi na akcentowane, dobre Ja i nieakceptowane niedobre nie-Ja. Jednym jesteśmy, drugim – nie jesteśmy. Na własnym terytorium toczymy cichą wojnę – źródło wszystkich innych wojen.

Krystyna Kozikowska-Koppel