Transformacja – wstęp

Jakie są pełne możliwości człowieka? Wciąż niewiele o nich wiemy. Ludzie, którym udało się choćby zbliżyć do pełnej samorealizacji, zdarzają się zbyt rzadko, aby ich doświadczenia były powszechnie znane. Raczej nie pokazuje ich się w codziennej telewizji, a i oni sami nie często pokazują się szerszemu gronu osób, unikają też stania się obiektem badań. Niemniej, od czasu do czasu ujawniają się jednostki, których postawy i działania, przekraczają dostępne przeciętnemu człowiekowi standardy, czasami tak bardzo, że ich otoczenie uważa ich za coś więcej niż ludzi. Na przestrzeni wieków uznawano ich za bogów, oświeconych mędrców czy zrealizowanych mistrzów. Wpływ, jaki wywierali na innych, trwa czasami przez tysiąclecia, a przekazywane przez ludzi informacje o ich działaniach bywają tak nieprawdopodobne, że uznajemy je za mity i legendy.

Analiza dostępnych człowiekowi możliwości jest trudna nie tylko z powodu rzadkiego realizowania przez ludzi niektórych z nich. Bywa, że ludzie, którzy doświadczają czegoś znacznie wykraczającego poza standard, czują się w szczególny sposób „wybrani”, czasem wręcz uważają, że są jedynymi osobami, które przeżyły coś podobnego. W efekcie, tworzą na bazie przeżytego doświadczenia własny, bywa, że jedynie słuszny (w poczuciu ich lub ich uczniów) system przekonań, który następnie w autorytarnej postaci jest przekazywany innym. W tej interpretacji zaciera się istota doświadczenia. W miarę oddalania się od źródła i przekazywania sobie wzajemnie przez kolejnych uczniów samego systemu przekonań, bez bazowego doświadczenia, coraz trudniej jest rozszyfrować, co w istocie rzeczy przeżył jego twórca.

Dodatkową trudność stanowi fakt, iż niektóre doświadczenia są w zasadzie nieprzekazywalne. Ponieważ są niezwykle rzadkie, nie wypracowaliśmy nawet odpowiedniego nazewnictwa. Osoby, które je przekazały, posługiwały się metaforami, analogiami, które trudno jest zrozumieć ludziom nie mogącym ich odnieść do własnych doznań. Bywały one błędnie interpretowane i rozumiane, przez co im bardziej oddalały się od źródła tym większym mogły ulęgać zniekształceniom.

Przyspieszona komunikacja, podróże transkontynentalne, technologie komputerowe umożliwiły jednak analizowanie i scalenie informacji niedostępnych dla naszych przodków. Korzystając z niemożliwego wcześniej dostępu do informacji, niektórzy z badaczy zadali sobie trud przeanalizowania szczytowych ludzkich dokonań w dziedzinie rozwoju świadomości. Jest to stosunkowo nowa tendencja w nauce, ponieważ do niedawna jeszcze uczeni mieli skłonność traktować jednakowo osoby mające halucynacje, schizofrenię czy inne psychozy i nie dające sobie rady z życiem oraz ludzi, którzy także mają doznania odbiegające znacznie od uznawanych za normalne, równocześnie trzeźwych i racjonalnych, radzących sobie z życiem znacznie lepiej niż przeciętna osoba z ulicy, wywierających olbrzymi wpływ nie tylko na swoje czasy.

Obserwując to, co się dzieje kiedy dobrze zintegrowana i ukształtowana osoba dalej się rozwija odkryto, że w pewnym momencie doświadcza ona swojego rodzaju transformacji odsłaniającej przed nią nowy poziom funkcji psychicznych. Z doznań tych wyciągnięto kiedyś błędny wniosek, że jeżeli człowiek pozbędzie się swojego „ja” poziom ten samoczynnie się ujawni. Tymczasem jest on efektem osiągnięcia określonej dojrzałości psychicznej, kiedy to następuje przekroczenie osobowego poziomu funkcjonowania, w kierunku poziomu transpersonalnego. Jednostka, która tego dokonuje musi być najpierw dobrze zintegrowana i osadzona na poziomie osobowym. Czasami u ludzi spontanicznie lub np. pod wpływem narkotyków pojawia się nagle przepływ doświadczeń transpersonalnych. Ponieważ jednak nie wykonali odpowiedniej pracy nad sobą, polegającej na poznaniu i zintegrowaniu własnego wnętrza, szybko tracą z nimi kontakt. Często też nie umieją umieścić go we właściwej perspektywie i żyć dalej w taki sposób, aby nie wypaść z kontekstu społecznego, a w krańcowym przypadku nie wylądować w szpitalu psychiatrycznym.

Poziomowi transpersonalmemu przypisywano cudowne moce, stanowił źródło geniuszu i najwznioślejszych znanych człowiekowi ideałów. W psychologii przyjęto dla niego nazwę „nadświadomość”. Istnienie nadświadomości było znane ludziom różnych wieków i do niedawna stanowiło domenę szkół duchowych różnego typu, których wiedza często objęta była tajemnicą i przekazywana uczniom po długim okresie próbnym. Obecnie tym obszarem zajmuje się również psychologia transpersonalna. Stara się ona z morza różnych interpretacji wydobyć leżące u ich podłoża doznania, które zdaniem psychologów są wspólne całego gatunku ludzkiego, bez względu na to jaką religię lub filozofię wyznaje i w co wierzy doznająca ich osoba. Nadświadomość stanowi pewien potencjał, który każdy człowiek może w sobie uruchomić. Chociaż pełna nadświadomość jest niesamowicie rzadka, jednak obecnie żyje wiele osób, które doświadczyły jej przejawów. Gdyby więcej ludzi podjęło trud pracy nad sobą stałaby się ona prawdopodobnie bardziej powszechna.

Co wnosi w ludzkie doświadczenie doznanie nadświadomości? Powoduje, że człowiek odkrywa własną wewnętrzną więź z całym wszechświatem, co sprawia, że przestaje się ograniczać tylko do osobistych spraw. Zaczyna doświadczać poczucia wspólnoty z wszystkimi żywymi istotami, miłości i współczucia o wcześniej nieznanym nasileniu, skłaniających go do współpracy z innymi. Rozwija się w nim potrzeba dzielenia się z innymi i zdolność do ich inspirowania. Zanika strach również przed cierpieniem czy śmiercią, następuje regeneracja ciała, potęguje się wigor i aktywność. Następuje rozbudzenie ukrytych talentów, rozwijają się zdolności paranormalne takie jak telepatia czy umiejętność leczenia. Świat postrzegany jest w nowym wymiarze, intensywniej postrzega się piękno, kolory stają się żywsze. Człowiek odkrywa źródło szczęścia w sobie, doświadcza światła we własnej psychice i związku z jakąś wszechpotężną świadomością, którą religie nazwały Bogiem, a niektóre szkoły „Nad-Jaźnią”.

Czytanie o tych doznaniach może nam uświadomić cel naszego rozwoju. Otwartym pozostaje pytanie: „Jeśli tak jest i jest to dziedzictwo nas wszystkich, to dlaczego nauka tak niechętnie podejmuje ten temat i dlaczego tak rzadko możemy o nim coś usłyszeć?”. Odpowiedź pozostawiam każdemu, kto uzna to pytanie za warte refleksji.

Krystyna Kozikowska-Koppel