Poszukiwanie równowagi – integracja

Kiedy zaczynamy bardziej świadomie pracować nad poznaniem, ukierunkowaniem i kształtowaniem siebie, zauważamy sprzeczności, dysharmonie, wewnętrzny brak równowagi. Brakuje nam wewnętrznej integracji. Czegoś jest za dużo, czegoś za mało, pewne działania przychodzą nam z łatwością, inne są trudne, lub wręcz czujemy wobec nich silny, nie zawsze racjonalny opór. Odkrywamy, że nie zawsze siebie rozumiemy i nie zawsze wiemy, o co nam chodzi. Zdarza się też, że gdy podejmujemy próbę dalszego rozwoju, zaczynamy odczuwać opór, napotykamy bariery. Coś nie pozwala nam pójść dalej, torpeduje nasze poczynania. Czasami wydaje się jakby cały świat sprzysiągł się przeciwko nam.

Wyznaczamy sobie cele i nagle tracimy zapał do ich realizacji lub doświadczamy demotywujących przeszkód. Planujemy coś zrobić, a potem robimy wszystko, tylko nie to, co zaplanowaliśmy. Zajmujemy się różnymi, nie zawsze pilnymi sprawami i ciągle brak nam czasu na zrobienie tego, co przecież pilnie chcemy zrobić. W końcu mamy czas, a wówczas nic nam się nie chce robić i pragniemy tylko spokoju. Gdy jednak odpuszczamy nasze cele i w końcu mamy spokój, świrujemy z nudów. Pragniemy, aby coś się działo, coś nas zaskoczyło i zaintrygowało, chcemy przeżyć przygodę, coś niezwykłego. Kiedy coś niezwykłego zaczyna się dziać, odkrywamy, że właśnie dzieje się dokładnie to coś, czego akurat nie chcemy. Zastanawiamy się, czego byśmy w takim razie chcieli i nic nam nie przychodzi do głowy itd., itd. w tej lub innej formie.

Jesteśmy istotami poruszającymi się wśród sprzeczności, zdolnymi do pozostających w konflikcie decyzji, uczuć i działań. Podejmujemy decyzje, jakich nie czujemy. Deklarujemy coś, a potem robimy coś innego. Czujemy, że czegoś nie chcemy, a jednak to robimy. Uważna obserwacja pokazuje, że jesteśmy wewnętrznie pokawałkowani, a różne części nas samych chcą różnych, sprzecznych rzeczy i walczą o realizację odmiennych celów, których nie zawsze jesteśmy świadomi. Zauważamy też, że posiadamy przeciwstawne cechy: jest w nas uległość i agresja, odwaga i tchórzostwo, egoizm i altruizm, przy czym bywa, że jednej z tych dychotomii nie akceptujemy i staramy się jej nie okazywać, a nawet nie odczuwać. Wyrzucamy ją ze świadomości, a wtedy zaskakuje nas w najmniej niespodziewanym momencie. Bywa, że człowiek mówi wtedy: „Nie wiedziałem, że jestem do tego zdolny.”, „Nie spodziewałem się tego po sobie.”, „Nie byłem sobą”.

Nasze małe ja czuje się czasem jak skorupka orzecha miotana falami oceanu, którymi kierują siły, na jakie nie ma wpływu. Chwyta nas lęk zrodzony z poczucia, że tracimy kontrolę. Mamy przed sobą jakby ogromne, rozsypane puzzle, które wydają się czasem pochodzić z różnych obrazków. Ułożenie z nich harmonijnej całości może wydawać się wręcz niemożliwe. Części chętnie byśmy się pozbyli. „To nie mogę być ja” – myślimy. Wszystkie elementy są jednak ważne i potrzebne, mimo iż niektóre wydają się kompletnie nie pasować do całości, lub wręcz bardzo nam się nie podobają.

Jeśli jakiś aspekt nas samych budzi naszą niechęć, zaczynamy mu się opierać, wyrzucamy go poza sferę naszego autowizerunku, odczuwamy opór przed uświadomieniem go sobie, odrzucamy każdy impuls czy informację, które są odmienne od naszej koncepcji tego, jacy jesteśmy. Odrzucona cząstka nas samych staje się obcym ciałem, którego nie chcemy przyjąć i zintegrować, boli i uwiera, domaga się swojego miejsca w naszym życiu. Możemy mieć przy tym głębokie przekonanie, że niczemu się nie opieramy, że gdybyśmy tylko posiadali wolność i swobodę działania, wyzwolilibyśmy się z bólu i cierpienia. Nie widzimy, że ograniczamy siebie sami i sami podcinamy korzenie własnym dążeniom. Z reguły opieramy się całkowicie otwartemu dopuszczeniu do swojej świadomości tego, co się pojawia. Jednak, aby uzyskać wewnętrzna harmonię potrzebujemy wszystkich elementów własnej psychiki, wszystko w niej ma swoje miejsce i rację bytu.

Zrozumienie i przezwyciężenie oporów wobec niektórych doświadczeń i doznań jest jednym z podstawowych zadań w pracy nad sobą. Ponieważ nie jesteśmy ich świadomi, niezwykle trudno jest samemu odkryć, dlaczego i w jaki sposób opieramy się sami sobie. Może tu okazać się użyteczna pomoc kogoś, kto nie będzie starał się tych oporów pozbyć, obejść je czy zignorować. Niestety umiejętności takie nie są powszechne i wymagają odpowiedniego przeszkolenia, przy czym nawet wyszkolona osoba może wesprzeć naszą konfrontacje tylko z takimi obszarami, z jakimi sama nie ma oporu się kontaktować. W jej obecności możemy próbować poluzować cenzurę, ostrożnie dotykać i oswajać te aspekty nas samych, którym się opieramy.

Zarówno duchowi nauczyciele, jak i psycholodzy wypracowali szereg technik, służących przekroczeniu oporu, harmonizowaniu będących w stanie konfliktu, integrowaniu odrzucanych aspektów nas samych. Często można jeszcze spotkać się z opinią, że praca psychologiczna jest dla osób, które tak lub inaczej nie radzą sobie ze sobą i własnym życiem. Większość ludzi natomiast nie ma problemów kwalifikujących się do wizyty u psychologa. Jeśli jednak istnieje jakiś aspekt życia, który budzi naszą niechęć, czegoś nie chcemy widzieć lub słyszeć, oznacza to, że opieramy się rozwojowi jakiegoś obszaru naszej świadomości.

Obserwując otoczenie można zauważyć, że większość ludzi boryka się często przez wiele lat z tymi samymi trudnościami, podkopują one ich zdrowie, niszczą zadowolenie, sprawiają, że życie staje się trudne, mozolne i nużące. Niemniej, jeśli jeszcze jakoś funkcjonują, unikają zajęcia się własnym wnętrzem, wolą cierpieć niż zmienić własne nastawienie. Mimo, iż wydaje się to w pierwszej chwili absurdalne, wielu ludzi samowiedzy boi się bardziej jak śmierci. Często nie postrzegają lub wręcz nie chcą postrzegać ceny, jaką płacą za swoje radzenie sobie. Życie duchowe wydaje się im czymś abstrakcyjnym i jakby mało prawdziwym, niewartym czasu i energii. Dlaczego?

Praca nad sobą łączy się bowiem z zajrzeniem do tych obszarów samego siebie, do których wolimy nie zaglądać, doświadczeniem słabości, bezradności, wstydu, wyzwoleniem silnych uczuć, przypomnieniem sobie, a często i powtórnym, bardzo realnym, przeżyciem bólu psychicznego, który bywa trudniejszy do zniesienia od fizycznego. Wielu przykrych doznań nie pamiętamy, co chroni naszą psychikę, ale równocześnie powoduje obniżenie jakości naszego życia, sprawia, że w naszym ciele powstają napięcia i blokady, doświadczamy lęków i trudnych do wyjaśnienia oporów czy poczucia niemożności, chronicznych, prowadzących do bólu napięć mięśni, odczuwamy brak wewnętrznej harmonii i spokoju.

Głębokie problemy rzadko ujawniają się wprost. Mogą dawać o sobie znać w zakamuflowanej formie w postaci trudności zdrowotnych, ciągle powtarzających się doznań np. w stale utrzymującym się smutku czy poczuciu rozdrażnienia, stałej konieczności przebywania w towarzystwie, nadmiernym oglądaniu telewizji, piciu, paleniu papierosów czy używaniu narkotyków. Niektórzy ludzie tak przyzwyczaili się do życia w dysharmonii, że nawet już nie zauważają jak bardzo odeszli od dobrostanu. Niesłychanie rzadko możemy też spotkać osoby, które mają kontakt z pełnym spektrum samego siebie, a to znaczy, że z reguły nie mamy w swoim otoczeniu odpowiednich przykładów. Nie widzimy jak żyje i działa osoba zintegrowana wewnętrznie, w pełni świadoma samej siebie. Otaczający nas ludzie żyją życiem tak samo ograniczonym, zniewolonym, niepełnym. Wydaje się to takie normalne.

Co daje człowiekowi praca nad sobą? Umożliwia uzyskanie wewnętrznej harmonii, która jest efektem integracji różnych aspektów psychiki, również tych, które początkowo oceniliśmy jako złe, wrogie, niechciane. Stopniowo uwalniamy się od dawnych urazów, różnego typu zablokowań, rozwijamy umiejętność radzenia sobie z wewnętrznymi konfliktami i silnymi emocjami, zaspokajania własnych rzeczywistych potrzeb, bez wyrządzania krzywdy sobie i innym, wyważonego reagowania na zewnętrzne trudności. Czasami, jeśli na dany czas praca nad sobą nie jest w stanie uwolnić nas od cierpienia, może nauczyć jak z nim żyć, nie przysparzając zbędnych trudności sobie i innym.

Bywa, że ludziom z problemami z integracją własnych doświadczeń oferuje się różne techniki rozwoju duchowego właściwe dla osób o wysokim poziomie wewnętrznej integracji, pomijając etap uzyskiwania wewnętrznej harmonii, scalania różnych, nieraz pozostających w konflikcie aspektów psychiki. Różne szkoły duchowe proponują np. uwolnienie się od swojego „ja”, przekroczenie swojego „ja”, lub wręcz tego od swoich uczniów wymagają. Proponowanie tego osobie nie dysponującej silnym i zintegrowanym „ja” jest popychaniem jej w stronę doświadczeń, do których nie jest ona jeszcze gotowa. Praca nad zintegrowaniem samego siebie dotyczy właśnie poziomu „ja” lub „ego”, pomaga wyodrębnić z chaosu wrażeń, doświadczeń, uczuć i impulsów spójną, zharmonizowaną i dobrze funkcjonującą strukturę, zdolną radzić sobie z życiem. Jeżeli owo „ja” wejdzie na dalszą drogę rozwoju przed osiągnięciem należytej dojrzałości może zostać dosłownie zalane potokiem doznań, których nie będzie w stanie przyswoić i wykorzystać, w efekcie czego mogą pojawić się zaburzenia psychotyczne i niemożność poradzenia sobie z codziennymi wymaganiami. Zachodzi wówczas konieczność cofnięcia się i podjęcia pracy nad sobą w znacznie trudniejszych warunkach. W mniej drastycznych wypadkach techniki takie będą po prostu mało skuteczne.

Krystyna Kozikowska-Koppel