O sztuce lenistwa

Gatunek ludzki znajduje się w niewoli ciągłej, nadmiarowej, często bezsensownej i destrukcyjnej aktywności. Aktywność ta niszczy środowisko jego życia. Degraduje glebę przede wszystkim poprzez skażenia przemysłowe i komunikacyjne, chemizację rolnictwa, chemiczne metody walki ze szkodnikami pól i lasów, niewłaściwe metody uprawy. Zatruwa wodę, głównie odprowadzając do niej ścieki komunalne z miast i osiedli, różnorodne ścieki przemysłowe z zakładów produkcyjnych, ścieki pochodzące z rolnictwa. W Polce obecnie wody pierwszej klasy czystości, a więc takie, które mogą być używane przez ludność bez specjalnego uzdatniania, występują zaledwie na około 10% długości naszych rzek. Działalność ludzi zanieczyszcza też powietrze. Główną aktywnością wykazuje się tu przemysł zwłaszcza energetyczny, hutniczy i górniczy, chemiczny i atomowy i komunikacja. Dochodzi do tego rolnictwo, przede wszystkim poprzez stosowanie środków ochrony roślin. Swój udział mają też gospodarstwa domowe, skąd pochodzą związki wydzielające się z wykończeniowych materiałów budowlanych, czy mebli. Gdy przychodzi okres jesienno-zimowy jakość otaczającego powietrza pogarsza się jeszcze bardziej dzięki aktywności mieszkańców, najczęściej z domków jednorodzinnych, którzy w ramach oszczędności spalają śmieci w domowych paleniskach. Zanieczyszczenia powietrza są najbardziej niebezpieczne ze wszystkich zanieczyszczeń, gdyż są mobilne i mogą skazić na dużych obszarach praktycznie wszystkie komponenty środowiska. Pewna ich ilość przedostaje się stale do wód i gleby.

Znaczną aktywność przejawia też gatunek ludzki w zakresie skażenia żywności. W sposób mniej lub bardziej niezamierzony wprowadza do żywności substancje chemiczne, promieniotwórcze, a także mikroorganizmy chorobotwórcze. Skażenia mogą znaleźć się w środkach spożywczych w wyniku produkcji, pakowania, transportu czy przechowywania bądź na skutek skażenia środowiska; skażonej gleby, powietrza atmosferycznego, wody. Jak wynika z szacunków amerykańskich naukowców, przeciętny mieszkaniec wysokorozwiniętych krajów spożywa rocznie ok. 2,5 kg różnych związków chemicznych. Wykaz trucizn staje się coraz dłuższy: metale ciężkie, pestycydy, herbicydy, nawozy sztuczne, leki weterynaryjne, substancje radioaktywne i inne substancje chemiczne pochodzące z różnych gałęzi przemysłu oraz zanieczyszczenia pochodzące z bardzo szybko rozwijającej się motoryzacji.

Wytrwała aktywność zdolnych przedstawicieli gatunku ludzkiego doprowadziła w końcu do wyprodukowania broni zdolnej zniszczyć cały ten gatunek. Wiele godzin aktywności najtęższych głów tego gatunku wyprodukowało broń jądrową, biologiczną i chemiczną zdolną do rażenia wszystkiego, co żyje na duże odległości i na dużych obszarach.

Nadmiarowa aktywność niszczy równiez samo ciało człowieka, wprowadza umysł w stan rozedrgania, prowadzi do różnych chorób. W ostatnich latach na całym świecie, w szczególności w krajach wysoko rozwiniętych rośnie liczba osób, które na skutek różnych czynników przekroczyły stan równowagi między spalaniem zasobów a możliwością regeneracji i odnowy. Brak regularnego snu, przepracowanie powodują spadek formy. Kumulacja stresu prowadzi do przemęczenia oraz ubytku sił psychofizycznych, zaburzenia harmonii w ciele, utraty balansu w organizmie człowieka. Organizm nie regeneruje się, ponieważ zapasy energii zostały wyczerpane.

W 1993 roku Światowa Organizacja Zdrowia na listę chorób cywilizacyjnych wpisała „zespół przewlekłego zmęczenia” (CFS, Chronic Fatigue Syndrome). Zidentyfikowali ją już w latach 80-tych amerykańscy lekarze. W mediach funkcjonowała też nazwa „choroba yuppies”, ponieważ dotykała ona głównie młodych, wykształconych ludzi z dobrze sytuowanych środowisk, poświęcających się karierze zawodowej. Ok. 70% chorych stanowiły kobiety. Zespół przewlekłego zmęczenia objawia się przez dolegliwości takie jak: bóle mięśni, głowy i gardła, powiększone węzły chłonne, długo nie ustępujące zmęczenie nawet po niewielkim wysiłku, nie mający żadnych medycznych przyczyn stan podgorączkowy, niewytłumaczalna słabość mięśni i zaburzenia neuropsychiczne. Problem polega na tym, że nadal na chorobę tę nie ma żadnych leków; jedynym ratunkiem jest… zrezygnowanie z uciążliwej pracy.

Pracoholizm (uzależnienie od pracy; ang. workaholism) – rodzaj uzależnienia psychicznego, objawiającego się obsesyjną i wewnętrzną potrzebą ciągłego wykonywania pracy, kosztem innych czynności, również rodziny, snu i odpoczynku. Sam zainteresowany zazwyczaj nie ma świadomości, że popada w nałóg. Działa w stanie psychicznego przymusu. Praca jest dla niego ponad wszystkim, nie potrafi bez niej żyć.

W skrajnym przypadku z nadmiaru pracy i braku odpoczynku można nawet umrzeć. Nagła śmierć w wyniku przepracowania i stresu, najczęściej spowodowana wylewem albo zawałem otrzymała nazwę karōshi. Zważywszy na charakterystykę kulturową nie dziwi fakt, że termin ten ma właśnie japoński rodowód. Śmierć z przepracowania spotyka nagle, wydawałoby się zdrowych ludzi, w okresie pełnej aktywności zawodowej. Objawów praktycznie brak. Osoby, które dotyka karōshi, czują się świetnie, mają plany, podejmują wyzwania, nie wykazują objawów drastycznego przepracowania (gdyż skrywają je nawet przed samymi sobą). Wiadomo jednak, że dotyka osoby, u których wystąpiło sprzężenie nadciśnienia i miażdżycy z bardzo silnym przeciążeniem pracą. We wszystkich przeanalizowanych przypadkach karōshi w Japonii w latach 1974-1990 śmierć dotykała osób pracujących ponad sześćdziesiąt godzin w tygodniu, mających ponad pięćdziesiąt nadgodzin w miesiącu i niewykorzystaną ponad połowę urlopów.

Rząd Japonii zapowiedział walkę z karōshi. Jednak, ponieważ tradycja japońska szanuje osoby lekceważące śmierć, w świadomości Japończyków karōshi stała się dowodem na bycie człowiekiem sukcesu i stanowi powód do dumy dla rodziny. W swoisty sposób jest nawet modne posiadanie w rodzinie kogoś, kto zmarł z przepracowania. Dodatkowo rządowe rekompensaty pieniężne, jak na odszkodowania japońskie, bardzo wysokie wzmacniają tą tendencję.

W Japonii zidentyfikowano również samobójstwo z przepracowania zwane karo-jisatsu.

Nie wiadomo, ile osób umiera z przepracowania w Polsce. Nie ulega jednak najmniejszych wątpliwości, że do szpitali neurologicznych i kardiologicznych trafiają coraz młodsi pacjenci, którzy padli „w biegu”. Badania wykazują też, że Polacy na tle Europy pracują najdłużej. Wielu z nich przyznaje, że po powrocie z pracy do domu czują się na tyle wyczerpani, że zmuszają się do wykonania najprostszych czynności domowych.

Z psychologicznego punktu widzenia za nadmiarową aktywnością kryje się brak pewności siebie i kompleks niższości. Człowiek, pragnie czynem dowieść światu swojej wartości. Robi wszystko, aby zasłużyć na szacunek, uznanie, miłość. W gruncie rzeczy pragnie dowieść przede wszystkim samu sobie, że na to wszystko zasługuje. Człowiek, który jest w harmonii z samym sobą nie musi niczego nadrabiać wzmożoną aktywnością. On po prostu jest.

Ta umiejętność bycia została zagubiona w toku gorączkowej aktywności, aby być na przodzie lub dogonić tych, co na przodzie. W Polsce np. stale słyszymy, czytamy, że musimy dogonić przodujące kraje Europy, a to w tym, a to w tamtym. Słowo „być” pojawia się w Europie tylko w zawiłych pracach egzystencjalnych filozofów. Nadmiarowa aktywność pokazuje, że nie umiemy być, umiemy tylko gonić za byciem, które ma być. Zamiast czerpać radość z tego, co jest, wyczerpujemy się w pogoni za tym, czego nie ma.

Przesadna aktywność, jak wszystko, co nadmiarowe wymaga skorygowania. Konieczne jest tu podjęcie odpowiedniej nauki i nabycie doświadczenia poprzez długotrwały trening. Tylko rozwijanie sztuki lenistwa może nas wyzwolić z okowów bezsensownej, nadmiarowej aktywności.

Praktyka lenistwa, choć ma w naszym kraju długą tradycję (wystarczy wspomnieć popularne tak niedawno jeszcze hasło „Czy się stoi, czy się leży, to wyplata się należy.”), bywa obecnie często napiętnowana. Już od wczesnego dzieciństwa wpaja się nam przekonanie, że harowanie jest lepsze niż leniuchowanie. Lenistwo w naszej świadomości i podświadomości ma więc negatywne konotacje. Jest czymś złym, niewłaściwym karygodnym. Słownik j. polskiego podaje, że lenistwo to «niechęć do pracy; opieszałość (ociąganie się z wykonaniem czegoś), gnuśność (niechęć do działania), nieróbstwo, próżniactwo (bezczynność)». Wszystko zależy jednak od tego, w jakim kontekście użyjemy tych określeń; np.: niechęć do pracy bezsensownej, nieproduktywnej, ociąganie się z wykonaniem czegoś, czego nie jesteśmy pewni, niechęć do działania destrukcyjnego, nie robienie, nie czynienie błędów, nie działanie bez sensu.

Niedziałanie – „wu-wei” jest jedną z podstawowych zasad taoizmu, która mówi o tym, że należy pozwolić rzeczom istnieć zgodnie z własną naturą, a zdarzeniom biec tak, jak biec mają, bez wszelkiej ingerencji i narzucania czegokolwiek. Odnosząc się do życia jednostki, „wu-wei” przeciwstawia się wszelkiemu formalizmowi, wszelkim przykazaniom, czy zaleceniom, które są sztuczne i maskują prawdziwe uczucia. Człowiek powinien być dobry dlatego, że jest to dla niego w pełni naturalne, nie wymaga od niego wysiłku, a nie dlatego, że takie ma rozkazy, czy zalecenia. Duchowy stan całkowitej naturalności, pozwalający, w myśl tej zasady, czynić dobro bez wysiłku czy starania się, nazywa się w taoizmie Mocą lub Cnotą.

Niedziałanie to także jeden z podstawowych terminów Buddyzmu Zen. „Wu” (nie) zazwyczaj utożsamia się w nim z oświeceniem, gdyż w jego momencie nie ma żadnego działania, nawet działania myśli, które są przecież wynikiem aktywności umysłu.

Przeciwieństwem „wu-wei” jest „yu-wei” – działanie. Znak „yu” utworzony jest z dwóch znaków: ręki i księżyca, co jeszcze lepiej ukazuje właściwe znaczenie „wu-wei” . „Yu” dosłownie oznacza bowiem chwytanie księżyca, tak jakby można go było schwytać i przywłaszczyć sobie. Czyli „wu” jest nie tylko nie-chwytaniem, lecz pozytywną akceptacją nieuchwytności i zmienności.

Z zachodu przyszła do nas nie tak dawno moda na relaksację. Relaksacja zupełnie inaczej brzmi w naszych polskich uszach niż lenistwo. Bycie leniwym, jest niepoprawne, ale bycie zrelaksowanym jest jak najbardziej na miejscu. Pisze się powszechnie, że relaks jest jak najbardziej pożądanym stanem odprężenia (komfortu) psychicznego i fizycznego. Kiedy więc teraz spoczywamy rozluźnieni w pozycji horyzontalnej nikt nie może nam zarzucić lenistwa, praktykujemy relaksację.

Czym jest relaksacja? Pochodzące z angielskiego słowo „relax” oznacza po prostu „odprężyć, rozluźnić”. (z łac. relaxatio „ulżenie; złagodzenie”; re – w złożeniach: znów, na nowo, powtórnie; cofnięcie /w miejscu; w czasie; do poprzedniej sytuacji/; w tył; w przeciwnym kierunku, a laxare – „rozluźnić” od laxus – „luźny”).

Jako taki stan relaksu przeciwstawia się stanowi mobilizacji i napięcia psychofizjologicznego. Ten rodzaj napięcia związany jest z przygotowaniem się organizmu do działania i reagowania na wyzwania otoczenia w obliczu sytuacji stresowej. Mobilizacja typowa dla stresu wiązała się pierwotnie u naszych przodków z gotowością do walki lub ucieczki w obliczu niebezpieczeństwa. Organizm stawał się zdolny do podejmowania znacznie większego wysiłku. Ciśnienie krwi wzrastało, rytm oddechu i pracy serca ulegał przyśpieszeniu, wzrastała temperatura mięśni i pojawiał się pot, wzrastała wrażliwość zmysłów i tempo pracy mózgu.

Współcześnie mobilizacja tego rodzaju ma miejsce w bardzo różnych sytuacjach, za każdym razem, kiedy odczuwamy pewną rozbieżność między naszym poczuciem możliwości z wyzwaniami życia. Źródłem napięcia jest zarówno sytuacja, w jakiej zagrożony jest nasz stan posiadania jak i chęć osiągnięcia czegoś więcej (a czasem lęk przed tym, że nie uda nam się więcej osiągnąć). Do podobnej mobilizacji dochodzi również pod wpływem samego wyobrażenia i myśli o sytuacji trudnej.

Po okresie mobilizacji powinno nastąpić odpowiednie działanie i stan rozluźnienia. Jednak nie zawsze tak się dzieje. Nierozładowanie zgromadzonego napięcia prowadzi do jego kumulacji i w konsekwencji do nadmiernej pobudliwości, bezsenności, a nawet do wielu schorzeń psychosomatycznych. Często dochodzi również do stanu chronicznego napięcia niektórych grup mięśniowych, będącego przyczyną wielu kontuzji. Co więcej, nadmierna pobudliwość i bezsenność oraz wzmożone napięcie mięśniowe prowadzi do strat energetycznych oraz do dezorganizacji w trakcie działania.

Ten niekorzystny stan psychofizyczny może być zredukowany lub zniesiony dzięki różnym strategiom relaksacyjnym, wykorzystującym zjawisko sprzężenia zwrotnego pomiędzy stanem ciała a umysłu. Kiedy się relaksujemy, subiektywnie odczuwanemu stanowi „wewnętrznego rozluźnienia”, „wewnętrznej ciszy” i odpoczynku towarzyszy rozluźnienie mięśni szkieletowych (czyli zmniejszenie potencjału elektrycznego mięśnia), obniżenie metabolizmu i ciśnienia krwi oraz zwolnienie pracy serca.

Możemy wykorzystać tu ten sam związek, jaki zachodzi pomiędzy wyobrażaniem, a stanem psychofizycznym naszego organizmu. Wywołując odpowiednie wyobrażenie (na przykład mięśni ciężkich jak ołów) doprowadzamy do rozluźnienia ciała, co z kolei powoduje obniżenie poziomu napięcia psychicznego.

W miarę ćwiczenia, osiąga się coraz głębszy stan relaksu, charakteryzujący się pogłębioną koncentracją uwagi, chłonniejszą pamięcią i olbrzymią podatnością na sugestię i autosugestię. W tym stanie można też prowadzić odpowiednie ćwiczenia wyobrażeniowe, mające na celu wprowadzenie różnych zmian we własnych postawach.

Poprzez długotrwałe ćwiczenie relaksacji możemy przy tym osiągnąć dodatkowe korzyści. Obniża się poziom podstawowego napięcia (aktywacji), w efekcie czego człowiek jest w stanie znacznie lepiej tolerować sytuacje trudne (stresowe), czyli staje się bardziej „odporny” psychicznie, ponieważ potrzebuje znacznie większej dawki dodatkowego pobudzenia, aby przekroczyć poziom optymalnej aktywacji. Dochodzi do zmniejszenia wydzielania adrenaliny i kortyzonu w sytuacjach stresowych.

Aby uzyskać te efekty powinno się ćwiczyć regularnie, najlepiej o stałej porze początkowo w wyizolowanym od hałasu lekko zaciemnionym pomieszczeniu, zapewniającym poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Nie należy ćwiczyć bezpośrednio po jedzeniu, gdyż może być to utrudnione ze względu na procesy trawienne (ociężałość całego organizmu, uczucie senności, itp.)

Aby móc prawidłowo wykonywać ćwiczenia relaksacyjne, należy przyjąć właściwą pozycję ciała. Istnieją trzy podstawowe pozycje ciała. Proponuje się trzy standardowe pozycje: leżąca na plecach, półsiedząca i pozycja dorożkarza. Po przyjęciu możliwej w danych warunkach, wybranej pozycji, zamykamy oczy i oddychamy głęboko, poddajemy się sile ciężkości, rozluźniamy umysł i ciało, oddajemy się błogiemu lenistwu.

Najoptymalniejsza i najwygodniejsza jest pozycja leżąca na plecach – zapewnia pełne odprężenie mięśni. W jodze nazywa się ją pozycją „martwego ciała” (savasana). Sprawia ona wrażenie bardzo łatwej, w rzeczywistości jest jednak jedną z najtrudniejszych do wykonania. Okazuje się, że pełne rozluźnienie swojego ciała i umysłu, nicnierobienie, dla ludzi nawykłych do ciągłego działania nie jest rzeczą prostą. W miarę jednak kontynuowania praktyki zmienia się ona i rozwija i ćwiczący wciąż odkrywa nowe poziomy relaksu. W miarę wchodzenia w coraz głębszy relaks z czasem dostrzega, jak rozjaśnia się jego umysł.

Gdy ciało jest rozluźnione, a umysł zrelaksowany spokojny, oczyszczony z natłoku myśli, świadomość staje się czysta i uwaga skupiona. Stopniowo możemy nauczyć się utrzymywać ten stan również w trakcie działania, a wówczas działania stają się bardziej skuteczne i efektywne. Niedziałanie zespala się z działaniem. Mało jest ludzi tak zajętych jak np. mistrz zen i tak efektywnie wykorzystujących każdą chwilę. Chodzi tu o to, aby w drodze do samorealizacji przestać dążyć do rzeczy nierzeczywistych, które sprawiają, że nie możemy zobaczyć swojego Prawdziwego Ja, a zacząć dążyć do “oczyszczenia” swojego umysłu. Niedziałanie określa również działanie właściwe człowiekowi oświeconemu; jest to działanie w niczym niesprzeczne z naturą i jej prawami, które są jasne dla niego w najgłębszej i najbardziej subtelnej postaci. O ludziach takich mówi się, że nie zostawiają śladów ani nie rzucają cienia.

Podsumowanie:

  • Lenistwo jest jedną z najtrudniejszych sztuk, stąd należy je uprawiać z wyczuciem. Stosowane we właściwych proporcjach, przyczynia się do rozwoju zdrowia i dobrego samopoczucia, większej skuteczności działania. Zbyt  duża dawka lenistwa może okazać się równie „toksyczna” jak nadmiarowa dawka działania.
  • Wszystko w życiu ma swój czas i swoje miejsce – jest czas i miejsce pracy, jest czas i miejsce lenistwa. Nie jest sztuką pogrążenie się w transie pracy lub transie lenistwa, ale plastyczne przechodzenie od jednego do drugiego, zachowywanie życiowej równowagi pomiędzy działaniem a niedziałaniem.
  • Lenistwo pełni nieocenioną rolę leczniczą w przypadkach takich zaburzeń jak pracoholizm, nadgorliwość, permanentny aktywizm, harowanie bez hamulców, bezrefleksyjne wkuwanie do upadłego.

Gliwice, 18.07.2013

Prowadziła: Krystyna Kozikowska-Koppel

Opracowała: Krystyna Kozikowska-Koppel, Koordynator programu Inspirujące Czwartki