Mieć wizję swoją własną

Trzeba mieć wizję tego, czym chcemy być, umiejętnie stawiać cele, które chcemy osiągnąć, i konsekwentnie działać. Trzeba mieć wizję i myśleć strategicznie. Ile razy to słyszymy? Firma, organizacja, instytucja musi mieć wizję. Rektor, dyrektor, zarząd, rada nadzorcza, prezydent, rząd powinien mieć wizję, itd. W szkołach coraz częściej uczy się młodych ludzi, że powinni mieć wizję.

Czym owa wizja jest? Komputerowy „Słownik języka polskiego” definiuje wizję jako:
«obraz pojawiający się w czyjejś wyobraźni pod wpływem natchnienia, szaleństwa, wysokiej gorączki lub środków odurzających»,
«czyjeś wyobrażenie jakichś zdarzeń mających zajść w przyszłości, zwykle przedstawiane w książce lub w filmie»,
«ogół sygnałów tworzących obraz, przesyłanych od nadajnika do odbiornika; też: obraz na ekranie telewizora». [1]

Mimo, że na dobre zadomowiona w języku polskim, nie jest jednak „wizja” pochodzenia polskiego.  „Słownik Wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych” Władysława Kopalińskiego podaje: wizja, widzenie; rzeczy odległe w przestrzeni a. czasie, widziane w urojeniu, we śnie a. w ekstazie, w sposób uważany za nadnaturalny, proroczy; obraz przekazywany przez lampę kineskopową telewizora (por. fonia)  (…) Etym. – fr. visionnaire ‚wizjoner’ od vision ‚(przy)widzenie; wizja’ (z łac. visio ‚widzenie; zjawisko; idea’), fr. visière ‚wizjer’ (od st.fr. vis ‚oblicze’) i późn.łac. visualis ‚wzrokowy’ (z łac. visus ‚zjawisko; wygląd’ z p.p.) od łac. vidēre, zob. vide; por. noktowizor; vis-à-vis. [2]

Z jednej strony, jest więc wizja widzeniem, obrazem lub wyobrażeniem zdarzeń mających zajść w przyszłości, wyrażającym intencje i aspiracje osoby, która ją tworzy. Wizje odtwarzane na ekranie telewizora też są wyrazem czyjeś intencji, nie pojawiają się tam w sposób niezamierzony. Z drugiej strony, wizja jest wyrazem szaleństwa, choroby, działania na organizm substancji zmieniających stan świadomości, wyrażającym urojenia autora. Wizja to wyobrażanie sobie, widzenie rzeczy odległych ale i przywidzenie. Z jednej strony mamy wizję genialną i dalekowzroczną z drugiej szaloną i chorą. Jak wiemy, szaleństwo od geniuszu czasami trudno jest odróżnić. Czasami też najwspanialsza wizja w realizacji ponosi fiasko, a jej twórca zostaje okrzyknięty szaleńcem, tylko dlatego, że nie trafia na swój czas i miejsce. To, co szalone w jednych czasach, okazuje się genialne w innych. Za co w jednych czasach twórców wizji mordują, w innych wznoszą im ołtarze.

Posiadanie wizji jest rzeczą ryzykowną. Wizja może doprowadzić firmę, organizację, naród, ale i statystycznego człowieka z ulicy na szczyt i do ruiny. Czasami może zrobić to ta sama wizja w odmiennym miejscu i czasie. To, co wczoraj było przejawem geniuszu, dziś może się okazać kompletnie chybione. Posiadanie wizji bywa więc rzeczą niebezpieczną. Jak napisał ktoś w Internecie: „życie boli, świat też… najbezpieczniej jest nie mieć wizji – wtedy nie grozi nam, że pochowamy je zbyt szybko i pochopnie”.

Może więc, lepiej nie mieć wizji, bo próba ich realizacji zawsze wiąże się z ryzykiem. Dziś co prawda nie pali się już wizjonerów na stosie, niemniej stos opinii publicznej potrafi zamienić życie w popiół. Częściej jednak ryzyko, jakie podejmujemy decydując się na realizację wizji łączy się, w naszych opiekuńczych państwach, może już nie z widmem śmierci głodowej ale z perspektywą bankructwa i wylądowania w schronisku dla bezdomnych z długami na koncie. Sama myśl o odrzuceniu wizji przez świat – stresuje czasem jej twórcę do tego stopnie, że nie podejmuje ryzyka próby ich urzeczywistnienia.

Nie podejmując ryzyka podążania za własną wizją, czasami nawet ryzyka jej sformułowania, człowiek może wybierać miedzy dwoma postawami: konformizmem i buntem. Konformizm to przyłączenie się do realizowania wizji innych. Bunt, to robienie na przekór wizjom innych.

Konformizm daje poczucie bezpieczeństwa, bo nawet jak się nie uda zrealizować wizji, to w końcu nie była to nasza wizja i zawsze możemy znaleźć sobie inną bardziej obiecującą, podążyć za innym przewodnikiem, zmienić pracę, organizację, partię polityczną, guru. Możemy też przyłączyć się do wizji w toku realizacji, kiedy już wyraźnie widać, że gwarantuje to sukces, wysokie dochody, społeczny prestiż.

Buntownicy uważają, że są bardziej wolni i autonomiczni. Ponieważ postępują w sposób przeciwny do oczekiwań innych, wydaje im się, że nie są kontrolowani przez wizje innych. W rzeczywistości działania buntownika są tak samo od nich zależne jak konformisty. Musi sobie znaleźć kogoś przeciwko czyjej wizji wystąpi. Czasami buntownik formułuje wizję przeciwstawną, czasami poprzestaje na rozwijaniu różnych form buntu.

Człowiek może np. zostać nauczycielem, bo jego rodzice byli nauczycielami i tego od niego oczekują, ale może też zostać nauczycielem, bo nie podobało mu się to jak postępowali nauczyciele, którzy go uczyli i chce być „nauczycielem z prawdziwego zdarzenia”. Może też zająć się pisaniem książek krytykujących system szkolnictwa. Książki nie muszą zawierać wizji innego systemu, mogą  skupiać się na analizie i krytyce stanu rzeczy przeciwko któremu buntownik występuje. We wszystkich tych przypadkach wizja przychodzi z zewnątrz, nie stanowi wyrazu własnych intencji i aspiracji.

Wizja może być wręcz obcym ciałem w nas, które podkopuje nasze siły. Uważamy, że powinniśmy np. skończyć studia, zrobić karierę i nawet wyobrażamy sobie jak to będzie wyglądało, ale dla czegoś nie możemy się do tego zmobilizować, albo po jakimś czasie czegoś nienazwanego nam brak. Możemy mieć przekonanie, że wizja, jaką mamy, jest nasza własna, gdzieś jednak dla czegoś brak jej smaku, barwy, mocy. Uzyskujemy sukces, dostajemy nagrody, zdobywamy uznanie, ale czegoś nam brak. Możemy mieszkać w pałacu, chodzić w królewskich szatach, ale chętnie wymknęlibyśmy się cichaczem bocznym wyjściem. Z drugiej strony możemy wybrać rolę służebną, być głęboko przekonani, że nasze życie mamy spędzić w cieniu i czuć się wręcz zawstydzeni, gdy śni nam się berło i korona.

Do klasyki literatury motywacyjnej należy już bajka o orle. Pewien człowiek znalazł jajko orła. Zabrał je i włożył do gniazda kury w zagrodzie. Orzeł wylągł się i wyrósł ze stadem kurcząt. Przez całe życie zachowywał się jak kury, drapał w ziemi szukając robaków, gdakał i piał, myśląc, że jest podwórkowym kogutem. Trzepotał skrzydłami i potrafił nawet fruwać kilka metrów w powietrzu, no, bo tak właśnie przecież fruwają koguty. Jednak jako, że nie był kurą, wychodziło mu to gorzej niż innym kurom, więc choć bardzo się starał nie miał o sobie, jako o kogucie, najlepszego mniemania.

Minęły lata i pewnego dnia zauważył wysoko nad sobą, na czystym niebie wspaniałego ptaka. Szybował elegancko i majestatycznie wśród prądów powietrza, ledwo poruszając skrzydłami. Orzeł zapatrzył się oszołomiony.
– Co to jest? – Zapytał stojącą obok kurę.
– To jest król ptaków, orzeł – odrzekła kura. – Ale nie myśl o tym. Ty i ja jesteśmy inni niż on. Więc orzeł więcej o tym nie myślał. Umarł, przekonany, że jest niezbyt udanym kogutem w zagrodzie.
Miał jednak wiele szczęścia, bo kogut wykluty z kurzego jajka w gnieździe orła miałby nikłe szanse na przeżycie i znalezienie się w sytuacji, w jakiej mógłby poczuć więź z podwórkowymi kurami. Stąd opowieść ta jest bardzo jednostronna. Przytaczana na różnych szkoleniach sugeruje, że w każdym z nas drzemie lub wręcz powinno drzemać pragnienie szybowania po niebie. I co mają zrobić kury, które to nie cieszy? Dlaczego wizja szybowania w chmurach miała by być lepsza od wizji grzebania w ziemi? Zapytacie o to kurę, którą ktoś próbował nauczyć latać, wyrzucając ją z gniazda orła.

Prowadzi to do wniosku, że dla każdego z nas najlepsza jest wizja nasza własna. Orła może dziwić to jak kura może być szczęśliwa na swoim podwórku, może starać się nauczyć ją latać i nie rozumieć dlaczego kura się denerwuje. Tylko w świecie orłów, lepiej jest być orłem. Świat kur może mieć na to zupełnie inny pogląd, w co orłom może być niezwykle trudno uwierzyć. Zdarzyło mi się kiedyś spotkać z przypadkiem osoby, która ukończyła prestiżowe i trudne wyższe studia, dostała prestiżową pracę, a jednak była niezadowolona i sfrustrowana. Osobie tej marzyła się praca… pomocnika maszynisty. W końcu człowiek ten porzucił swoją pracę i poszedł pracować jako pomocnik maszynisty i przestał być sfrustrowany, poczuł się wreszcie szczęśliwy. Spotkałam się kiedyś również z przypadkiem dziewczyny, którą siostra zabrała do miasta, ale ona tam źle się czuła. Brakowało jej prostych, gospodarskich codziennych czynności, krów do karmienia, ogrodu do uprawiania. Kiedy wróciła na wieś poczuła się szczęśliwa. Historie takie można by mnożyć. Orłom szybującym wysoko po niebie życie kury na podwórku wydaje się nieciekawe, ale kura ma swoje radości i czasami może czuć się bardziej spełniona od orła.

Nasza własna wizja nie musi być postrzegana przez innych z zachwytem i to nie zachwyt i wysoka ocena przez innych decyduje o jej wartości. Ważne jest to, że w niej upatrujemy sposobu na własne spełnienie i pragniemy satysfakcji, jaką jej realizacja może dać. Możemy wybrać bycie orłem lub kurą, możemy wybrać rolę dominująca lub służebną ale ważne aby to była nasza własna wizja. W cudzych piórkach możemy się czuć sfrustrowani i nieszczęśliwi, nawet gdy wszyscy wokół zachwycają się sukcesem jaki odnieśliśmy.

Realizowanie własnej wizji wiąże się z ryzykiem i ma swoją cenę, ale jest ona znacznie niższa od ceny zrezygnowania z niej. Kiedy staramy się zrealizować własną wizję ryzykujemy najwyżej, że inni uznają nas za wariata, ale rezygnując z niej tracimy kontakt z własną duszą, zamiast stawać się sobą stajemy się swoim cieniem. Największą klęskę w życiu ponosi ten, kto nawet nie spróbował…

Krystyna Kozikowska-Koppel

[1] http://sjp.pwn.pl/szukaj/wizja

[2] http://www.slownik-online.pl/kopalinski/85FA4ED601CE4FFC412565B30055AAA0.php