Kiedy świat wariuje…

Jesteśmy przyzwyczajeni do traktowania naszego obrazu świata jako czegoś, co jest tożsame z rzeczywistością, a nawet więcej – uważamy często, że po prostu postrzegamy rzeczywistość taką, jaka jest. Dla wielu ludzi znaczy to, iż jeśli uważają, że obraz jest piękny – jest on piękny obiektywnie, jeśli uważają, że jakaś decyzja jest mądra – jest ona mądra obiektywnie, jeśli coś jest dla nich ważne – jest ważne obiektywnie, jeśli coś im jest potrzebne – jest to potrzebne obiektywnie, jeśli widzą, że coś jest niebieskie – jest to niebieskie obiektywnie. Obiektywnie, znaczy dla wszystkich, zawsze i wszędzie. Prędzej lub później jednak jedno ja spotyka inne ja, które uważa coś wręcz przeciwnego i zaczyna się konflikt.

Słowo „konflikt”, wg „Słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych” Władysława Kopalińskiego, oznacza antagonizm, sprzeczność interesów, poglądów (psych. potrzeb, motywów); spór, zatarg; kolizję. Etymologicznie słowo to pochodzi z łac. conflictus – „zderzenie” od confligere – „zderzać się; walczyć”. Patrząc z zewnątrz jest oczywiste, że w przebiegu konfliktu ludzie zderzają się ze sobą, nieraz z pomocą całego dostępnego arsenału środków, nie tylko werbalnych. Jeśli jednak wnikniemy głębiej w to, co dzieje się w takiej sytuacji w naszym wewnętrznym świecie, zauważymy, że to nasze postrzeganie rzeczywistości zderza się z postrzeganiem rzeczywistości przez inne osoby. Doświadczamy głębokiego dysonansu poznawczego. No bo… jaki ten świat właściwie jest? Mieliśmy jasność, że wiemy, a tu bach!… wcale nie jest to takie pewne. Trzęsie się w posadach cały nasz system postrzegania. Niczego już nie możemy być pewni. Wchodzimy w królestwo chaosu.

Wyobraź sobie taką sytuację[1]: kupujesz sobie niebieski sweterek. Miał być niebieski z założenia, właśnie niebieski był Ci potrzebny. Przychodzisz w nim do pracy, a tu jedna osoba mówi Ci: O! Jaki masz ładny zielony sweterek. Odbierasz to ze zdziwieniem, może prostujesz, że sweterek nie jest zielony, tylko niebieski. A druga osoba, że zdziwieniem stwierdza, że jednak, jak dla niej, jest zielony. Potem spotykasz kolejną osobę, która znów mówi: O! Jaki masz ładny zielony sweterek. I kolejną. Co się zaczyna z Tobą dziać? A jeśli do tego jesteś plastykiem i masz wrażenie, że kto, jak kto, ale Ty dobrze wiesz, czym się różni zielony od niebieskiego? A gdyby te osoby twierdziły, że sweterek jest żółty albo czerwony? Może ktoś robi Ci kawał, albo jesteś w ukrytej kamerze, bierzesz udział w eksperymencie? A może ktoś tu zwariował. No tak, tylko kto?

Bywa, że w analogicznych sytuacjach ludzie zaczynają mieć zaburzenia postrzegania. Potrzebujemy wiedzieć, jaki ten świat jest, mamy niezbyt wysoką tolerancję na chaos, podobnie jak nasi bliźni, bo jak tu żyć wspólnie, widząc różnie świat… Jeśli spróbujemy żyć w świecie zdecydowanie odmiennym od świata otaczających nas innych ludzi, grozi nam rola samotnego autsajdera, ekscentrycznego dziwaka, a w krańcowym przypadku mieszkańca zakładu zamkniętego. Jesteśmy nie z tego świata.

Jeśli okazuje się, że świat innych jest odmienny od naszego, mamy do wyboru albo zmienić nasz świat, albo zmienić ich świat. Z tych dwóch opcji, ludzie chętniej wybierają zmienianie świata innych, gdyż wydaje się to pozornie bezpieczniejsze. Zmienianie własnego świata jest o wiele bardziej niepokojące. Jeśli człowiek nie jest mocno ugruntowany w swoim rzeczywistym niezmiennym rdzeniu, zbyt przypomina to umieranie, szczególnie dla osób, które mocno utożsamiają się ze swoim obrazem świata. Jest to swoista utrata samego siebie, ale też zachwianie zaufania do samego siebie i swojej percepcji.

Coś nie może być równocześnie białe i czarne. Nasz umysł nie radzi sobie z czymś takim. Jeśli jedna osoba postrzega coś jako białe, a inna jako czarne – ktoś jest w błędzie, komuś tu odbiło. Nie mnie – bo przecież ja wiem, bo widzę, że to jest białe. No tak, ale on też widzi, że to jest czarne. Pod słowo „białe” i „czarne” można to sobie podstawić dowolne przeciwstawne określenia. Mówimy np. wiem, że to jest dobre, słuszne, właściwe, a nasz oponent – wiem, że tamto jest dobre, słuszne, właściwe. Jak to możliwe, co jest grane? Często nawet się nie zastanawiamy – Zwariowałeś? Ale na jakimś poziomie to nasz świat zaczyna wariować, bo w końcu nigdy nic nie wiadomo. Może jednak druga strona ma rację? A jeśli ma rację w jednej sprawie, może ma w innej? Może cały nasz świat nie jest taki, jakim go postrzegamy, a jedynie nam się wydaje, że jest taki? Nie jest to przyjemne. Dom wariatów na horyzoncie. Potrzebujemy szybko przywrócić wszystko do zgodności, odzyskać jasność widzenia i pewność tego, co wiemy, pewność, że to nie my zwariowaliśmy. No, a jak zwariowaliśmy, to poszukać kogoś, kto by nas wyleczył, czyli nawrócił na właściwe, uznane postrzeganie świata. Niech przepisze jakieś tabletki, aby wszystko wróciło na swoje miejsce.

A jednak… Słowo „wariacja” oznacza obłąkanie, szaleństwo, ale też – odmianę, przekształcenie, modyfikację. Słowo to pochodzi z łacińskiego łac. variatio – „rozmaitość; zmiana” i varians (p.pr.) od variare – „odmieniać; pstrzyć się”. Kiedy spotykamy osobę postrzegającą świat odmiennie, niekoniecznie ktoś jest w błędzie.

Bywają rzeczy białe z jednej strony i czarne z drugiej. Prosty przykład: kartka papieru, z jednej strony biała, z drugiej czarna. A teraz wyobraź sobie, że leżała na stole, biała stroną do góry. Tak ją widziałeś. A teraz ktoś prosi – Podaj mi tą czarną kartkę ze stołu.
– Tam nie ma żadnej czarnej kartki. Jest biała. – odpowiadasz.
– Jaka biała? Przed chwilą była czarna. Ach! Ktoś ją odwrócił. Nie wiedziałem, że jest biała z drugiej strony.
No tak, w tym wypadku sprawa jest prosta. A jednak, ile razy dzieje się coś podobnego i zdążymy się pokłócić i obrazić na wieki wieków, zanim uświadomimy sobie, że widzieliśmy dwie różne strony tego samego?

Z kartką białą z jednej, a czarną z drugiej strony, po odkryciu tej opcji, szybko dochodzimy do ładu, ale gorzej sprawa wygląda jeśli kartka jest z tej samej strony jednocześnie cała biała i cała czarna. Ups… No, moglibyśmy powiedzieć, że jest to kartka równocześnie biała i czarna, niejednoznaczna. Być może moglibyśmy nawet coś takiego zrobić, ale nie umielibyśmy tego jednocześnie percypować. Ekran Twojego komputera może być jednolicie biały lub czarny, ale nie jednoczenie. Musisz się na coś zdecydować, np. rozłożenie odbioru informacji w czasie. Nie jesteśmy w stanie percypować jednocześnie przeciwstawnych możliwości.

ar4-4-1j

W 1832 roku Louis Albert Necker, szwajcarski naukowiec, opublikował pewien rysunek. Patrząc na niego, widzimy układ linii typowy dla sześcianu, a więc spodziewamy się zobaczyć sześcian. Sześcian jednak zmienia swój wygląd podczas oglądania. Wynika to z tego, że rysunek nie jest jednoznaczny – nie zawiera wskazówek dotyczących głębi. Obraz daje nam możliwość dwóch różnych interpretacji, które dla mózgu są jednakowo prawidłowe. Nasz mózg musi zatem rozwiązać pewną dwuznaczność – musi ustalić, która ze ścian jest bliżej. Rozwiązanie tego problemu może być odmienne u różnych obserwatorów, jak też może zmieniać się w czasie u jednego obserwatora. Jednak nie potrafimy zobaczyć obu opcji równocześnie. Możemy tylko przeskakiwać od jednej do drugiej.

Nasze narządy zmysłów, nie tylko umożliwiają nam poznanie świata, ale ograniczają też to, co i jak możemy wyodrębnić i poznać. Do pewnego stopnia potrafimy je wspierać, rozszerzając zakres swojego poznania, jednak jest możliwe, że istnienie pewnych alternatyw nie jest nawet dla nas do pomyślenia. Kompletnie nie umiemy sobie, nawet w największym szaleństwie, wyobrazić niektórych możliwych opcji. Patrzymy na układ linii na rysunku sześcianu Neckera i bez względu jaką opcje widzimy – to jednak jest sześcian. Nauczyliśmy się taki układ linii odbierać jako sześcian. Nie widzimy tam gdrubhfistego ścibgogtshetwa. A co to jest gdrubhfisty ścibgogtshetw? Cóż? Jak nie widziałeś, to nie wiesz? Co więcej, nawet nie wiesz, że na niego patrzysz. Ale mogę Ci powiedzieć jedno – jest nieco podobny do sześcianu, który ma dwie ścianki z przodu, ale jeśli w tym momencie zaczniesz sobie wyobrażać sześcian, jesteś w błędzie, gdyż jest to struktura pięciowymiarowa. Oznacza to, że przypomina sześcian istotom zdolnym postrzegać w pięciu wymiarach. Science-fiction. Jeśli zlepki liter nie potrafimy odnieść do czegoś konkretnego znanego nam z doświadczenia – nic nam on nie mówi, nie potrafimy go do niczego wykorzystać, a odnoszenie nowego słowa do starych doświadczeń, może się okazać mylące. A poza tym, nie ma istot zdolnych postrzegać w pięciu wymiarach. Nie ma? Na pewno?

Nawet najbardziej zwariowane opcje, na jakie możemy się natknąć są jednak ludzkie, zawierają się w ramach pewnego wspólnego nam gatunkowo szerszego obrazu, uwarunkowanego taką, a nie inną strukturą naszego mózgu, naszych narządów zmysłów, naszych ciał i umysłów. Zielony i niebieski to jednak kolory, choćby to jest wspólne. Wiemy, o czym mówimy. Z informacją, że nasz niebieski sweterek jest zielony coś możemy jeszcze zrobić, nawet jeśli rozpętamy tym sposobem kolejną wojnę, ale wyobrażamy sobie, że kolejny ktoś mówi: O! Jaki masz grrthdnjfy sweterek (o ile byłby to w stanie wymówić). Hmmm… aż się prosi popukać się w czoło, a może się przesłyszeliśmy… Jednak mimo obco brzmiącego zlepku liter nasz umysł próbuje coś sobie wyobrazić, pochwycić jakieś sugestie, podobieństwa, powiązać to z czymś znanym. W końcu być może grrthdnjfy to w jakimś egzotycznym języku właśnie ten kolor, który jedni widzą jako zielony, inni jako niebieski… To by wyjaśniało sprawę, rozwiązywało problem. Użyliśmy liter, a te już pozwalają na pewne skojarzenia, puszczenie wodzy wyobraźni. A jeśli dowiemy się, że to nie kolor, że to określenie czegoś, czego w ogóle nie potrafimy percypować naszymi narządami zmysłów? Odmienność zbyt duża, nawet jak na konflikt. Nawet nie ma co się zderzać, mijamy się, brak płaszczyzny kontaktu. Nie jesteśmy w stanie nawet się do tego ustosunkować. Nasze światy są bardzo zunifikowane w samej bazie narzędzi, jakimi dysponujemy do tworzenia naszego indywidualnego obrazu świata. Są odmienne, ale w ramach pewnych sporych ograniczeń.

Są też ograniczone możliwością przekazu. Nasz świat może być najbardziej niezwykły, ale jeśli nie umiemy go nikomu przekazać – nie wiemy tego. Inność, a równocześnie ograniczoność naszego świata odkrywamy bowiem dopiero w zderzeniu z drugim światem.

Jednym z największych odkryć, jakiego możemy dokonać popadając w konflikt jest dostrzeżenie, że nie postrzegamy świata takim, jakim jest, ale swoją indywidualną odmianę czyli wariację świata, wersję jedną z możliwych do wydobycia z podstawowej opcji, ale nie jedyną. W tym sensie wszyscy jesteśmy wariatami, żyjącymi w swoich własnych indywidualnych zwariowanych czyli zindywidualizowanych światach. Nasz świat zwariował, czyli uległ indywidualnej modyfikacji. Nie jest Światem jako takim. Jest światem, jaki wyodrębniliśmy z nieskończonej liczby możliwych do wyodrębnienia światów. Nie postrzegamy tego, co jest – postrzegamy to, co jesteśmy w stanie spostrzec, a inni wokół nas postrzegają to, co są w stanie spostrzec. Z pierwotnego nie-czegoś, pierwotnej nicości, pustki, chaosu, każdy może sobie To nazwać jak mu wygodnie, wyodrębniamy coś – nasz indywidualny wariant. Po czym milcząco przyjmujemy, że to jedyna opcja i rzucamy się do walki z innymi opcjami. Tym sposobem nasz świat jest nie tylko wyodrębniony, ale i wyobcowany. Inne światy są mu tak obce, że czasami odmawiamy im racji bytu, bywa, że wraz z tymi, którzy je powołali do istnienia. Jednak nie na tyle obce, aby starcie się w walce nie było w ogóle możliwe.

Nawet gdybyśmy byli to w stanie wytrzymać, nie umiemy percypować chaosu. Nasz umysł zawsze stara się z masy dostępnych niejednoznacznych danych wydobyć po ludzku spójną i jednoznaczną całość. Jednak z tej samej masy danych inny umysł, w innym miejscu i czasie może wydobyć inną całość. Nasze ludzkie światy są wystarczająco różne, aby dochodziło do konfliktów, ale też wystarczająco podobne, aby było możliwe przerzucenie miedzy nimi pomostu, bo ukazując różnice konflikt jest też pomostem miedzy nimi. Dzięki niemu możemy rozwinąć nasz punkt widzenia aż do horyzontu, odkryć całe spektrum tam, gdzie postrzegaliśmy tylko wycinek.

Jeśli wiec nie jesteśmy świadomi, że nasz świat jest tylko jedną z możliwych wariacji, zawsze ryzykujemy popadniecie w stan wojny z innym światem. Jeśli jednak potrafimy to zaakceptować, spotkanie z innym obrazem świata może okazać się fascynującą przygodą, objawieniem nowego.

Krystyna Kozikowska-Koppel

[1] Opisana sytuacja zdarzyła się autentycznie.