Kiedy alkohol staje się wszystkim

Alkoholik: Dlaczego? Dlaczego piję? Wiem, że tego nie chcę.
Terapeuta: Nie chciałeś, ale piłeś. To jest właśnie alkoholik: ktoś, kto pije, mimo, że nie chce.

„Zwracam się z prośbą o umie­szczenie mojego męża… na le­czeniu zamkniętym w ośrodku przeciwdziałania alkoholizmowi… Mąż mój zawsze nadużywał alko­holu, lecz nie w takim stopniu jak obecnie. Kończyło się to przeważ­nie zmuszeniem go przez rodzi­ców do leczenia w Ośrodku Odwy­kowym w Gliwicach przy ul. Dębo­wej. Poprawa trwała krótko i po­nownie wracał do alkoholu. Sytuacje takie powtarzały się kilkakrot­nie, bez skutku. Przebywał na le­czeniu w Toszku, gdzie zrobiono mu wszywkę, lecz i to nie pomog­ło. Ponownie po kilkunastu tygo­dniach wrócił do nałogu. W ciągu naszego małżeństwa kilkakrotnie rozchodziliśmy się, lecz mąż obie­cywał poprawę, zerwanie z alko­holem, a ja ciągle wierzyłam… Bardzo proszę o zajęcie się tą sprawą, gdyż dłużej tego nie wy­trzymam. Tak nie można żyć. Mąż mój} jest bardzo agresywny i w końcu może dojść do tragedii.

Większość ludzi słysząc słowo „rak” odczuwa mimowolny lęk, chociaż wiadomo, że jest to choro­ba często uleczalna, jeśli zostanie wcześnie wykryta. W przeciwień­stwie do tego słowo „alkoholizm” jest traktowane raczej pobłażliwie. Wynika to z charakterystycznej obrony, jaką powszechnie stosuje się wobec tego problemu – zaprze­czanie jego istnieniu. W końcu większość z nas używa alkoholu w mniejszych lub większych ilo­ściach, trudno byłoby to robić z pełną świadomością, że trzymając w ręce kieliszek trzymamy w nim swoistą bombę zegarową. Oczy­wiście nie każdy człowiek, który bierze do ręki kieliszek zostaje alkoholikiem. Ale nie da się też do­kładnie określić, po którym kielisz­ku człowiek przestaje rządzić kie­liszkiem, a kieliszek zaczyna rzą­dzić nim.

„Na początku picie jego było nienagminne, w pracy z kolegami, wydawało mi się, że po zmianie środowiska przestanie… Ostatnio, tzn. od połowy 91 r. i obecnie wpa­da w „trans pijacki”. Objawia się to tym, że pije kilka tygodni bez prze­rwy… Teraz pije nieustannie przez trzy tygodnie, przejawia ogromną agresję bez powodu. Często ucie­kam z domu. Dzisiaj już jest taka sytuacja, że bez policji nie jestem w stanie zjawić się w domu, ponie­waż co tylko wytrzeźwieje pod pre­sją bicia wyłudza pieniądze.”

Pijący człowiek sięga po alko­hol najczęściej w poszukiwaniu wolności. Próbuje uwolnić się od wszelkich ograniczeń. Rozpaczli­wie dąży do ich przekroczenia i próbuje dowieść, że nie powinny one istnieć. Obstaje przy tym, że każde ograniczenie oznacza porażkę.

„Starszy syn, rozwiedziony, nie płaci alimentów na córkę, ma po­ciąg do alkoholu. Dwukrotnie miał padaczkę alkoholową. Jako mat­ka staram się tłumaczyć, że tak żyć nie można, ale żadne prośby nie pomagają… Młodszy, kawaler, ma słabą wolę, potrafi tygodniami pić z kumplami… Nie dostaję od nich żadnych pieniędzy na ich wy­żywienie a tym bardziej na opłaty mieszkaniowe. Jestem zadłużona z płaceniem czynszu i światła. Nie jestem w stanie z renty wszystkie­mu zaradzić. Proszę, pomóżcie mi, bo już nie wiem gdzie się udać by ratować mój dom i moje życie.”

Początkowo alkohol rzeczywi­ście daje poczucie wyzwolenia z ograniczeń, ułatwia kontakty z ludźmi, wprawia w dobry nastrój, stwarza poczucie bliskości i otwar­tości. Jak każdy środek odurzają­cy oferuje złudzenie łatwego, cie­kawego i pełnego barw życia. Zda­je się dawać to wszystko bez żad­nych zobowiązań. Niestety, coraz częściej zaczyna żądać. Wymaga coraz więcej, daje coraz mniej. Początkowo człowiek sięgał po al­kohol, aby doświadczyć sensu własnego życia, teraz bez picia życie nie ma dla niego sensu. Żyje, aby pić. Wszystkie myśli, uczucia, rozmowy krążą wokół picia i wnio­sek z nich jest zawsze taki sam, że dobrze jest sobie wypić i że picie ma kolosalny sens. Życie z piciem jest życiem z jakimś smakiem. Bez picia nie ma smaku.

I tak z roli narzędzia alkohol staje się bóstwem i to bóstwem zazdrosnym, wymagającym od człowieka ofiary ze wszystkiego: z pracy, rodziny, przyjaciół aż do własnego życia włącznie.

„Syn mój od około 2 lat jest w stanie prawie ciągłego upojenia alkoholowego. Występują i pogłę­biają się skutki nałogu – epilepsja prowokowana alkoholem, porzu­canie pracy. Życie jego i tym samym moje jako matki staje się ko­szmarem. Proszę zatem serdecz­nie o pomoc.”

Trzeba tu wyraźnie powie­dzieć, że alkoholizm jest chorobą nieuleczalną i śmiertelną. Alkoho­likiem nie przestaje się być do koń­ca życia – jest to proces fizjologicz­ny nieodwracalny, na takiej samej zasadzie, na jakiej nie możemy przerobić kiszonego ogórka na świeży. Alkoholik to ktoś, kto nie może bezpiecznie wypić naj­mniejszej nawet ilości alkoholu. Nigdy.

„Mówił, że chciał sprawdzić czy już umie pić, że jeśli nie pił pół roku, to sobie chciał udowodnić, że potrafi nie pić i chce się na­uczyć, żeby wypić przy jakiejś okazji parę kieliszków i koniec, lecz jeszcze mu się to nie udaje… Widzę, że znowu się stacza. Nie można przecież przekreślić pół ro­ku jego nie picia. Wytrzymał prze­cież tyle. Błagam o pomoc.

Doświadczenie siebie jako podlegającego ograniczeniom jest dla alkoholika dławiące i za­wężające. Stąd, kiedy zaczyna zdawać sobie sprawę, że znalazł się w tarapatach, błądzi po omac­ku usiłując określić – ile może wy­pić. Zaciekle walczy, aby przestać pić, zanim się upije. Gdzieś w głębi doświadcza straszliwego wstydu, wynikającego z doznania utraty kontroli nad własnym życiem. Wstydzi się, że się nie sprawdził, zawiódł, chybił celu, jest bezwar­tościowy, do niczego. Jest to tak straszne, że usiłuje ukryć swoją słabość, nie dopuścić do ujawnie­nia jej przed samym sobą. Przeno­si więc swoje poczucie bezwartościowości na wszystkich dookoła.

„Z córki się naśmiewa, a ponie­waż ja leczę się psychicznie, twierdzi, że jestem głupia i nie ma­my, o czym ze sobą rozmawiać. Uważa, że ja powinnam być za­mknięta na stałe w Toszku, a cór­ka w Domu Dziecka, wówczas to miałby spokój.”

Alkoholik stosuje charaktery­styczną dla alkoholizmu obronę, jaką jest zaprzeczenie służące do ukrycia poczucia „do niczego się nie nadaję”, „poniosłem totalną, życiową klęskę”. Problemem w le­czeniu alkoholika jest fakt, że jeśli uznaje się on nawet za „szmatę”, to za „nadzwyczajną szmatę”, ma­nifestując pogardę dla tych, którzy „nie mają odwagi” żyć tak jak on. Nie da się apelować do jego po­czucia woli. Gotów jest zamanife­stować poczucie winy, wziąć na siebie karę za to, co zrobił po pija­nemu, byle tylko nie ujawnić nie­znośnego wstydu wynikającego z poczucia, że przegrał jako czło­wiek, uniknąć spotkania ze swoją życiową klęską. Nie chce przyjąć pomocy innych, bo oznaczałoby to dla niego ujawnienie swojej zależ­ności, potwierdzenie, że jest nie­doskonały i stąd potrzebuje in­nych, aby pomogli mu uzupełnić własne braki. Obstaje przy pró­bach stania bez niczyjej pomocy po to, aby nieuchronnie upaść na twarz, często dosłownie do ryn­sztoka. Nieustannie walczy o wol­ność bez ograniczeń i nieustannie chybia celu. Paradoksalnie, nie­umiejętność powiedzenia „nie” czyni go niewolnikiem.

„Mąż spija się do utraty przyto­mności, na drugi dzień nie wie, co robił, gdzie był. Wszystkie pienią­dze, które dorwie, przepija Na dzieci nic nie łoży, ale gdy przepije swoje pieniądze, bijąc mnie, wy­musza pieniądze na wódkę, lub gdzie może, to pożycza. Za alkohol był wiele razy zwalniany z różnych zakładów pracy… gdy jest trzeźwy jest człowiekiem pozytywnym, ale gdy wypije, jest zwykłym sadystą”.

Dla alkoholika jedynym pun­ktem wyjścia jest bolesne dozna­nie własnej niewoli w odkryciu „nie mogę nie pić, muszę pić” i przeży­cie wstydu związanego z poczu­ciem totalnej życiowej przegranej: „jestem bezsilny wobec alkoholu, przestałem kierować swoim ży­ciem”. Jest to przerażający i bar­dzo trudny moment Zawiera on również uznanie, że skoro prze­stało się mieć kontrolę nad włas­nym życiem, to bardzo potrzebuje się innych. Jest to poczucie, że leży się w bagnie, które okleja całe ciało i nie można się z niego wydo­być o własnych siłach. Z każdym ruchem tonie się głębiej.

Na początku wyzwolenia jest więc zobaczenie swoich ograni­czeń:

  1. Nie mogę nie pić.
  2. Nie mogę sobie poradzić sam.

I w tym momencie zaczyna się wałka o odzyskanie poczucia własnej godności. Zmierza to do odkrycia nowego sposobu przeży­wania własnej wolności:

  1. Mogę nie pić.
  2. Możemy troszczyć się i ko­chać siebie, pomagając sobie wzajemnie.

Niestety wielu nałogowców umiera, zanim są gotowi na uzna­nie swego zniewolenia i przyjęcie pomocy – a do tego czasu ich ro­dziny głęboko cierpią.

Krystyna Kozikowska-Koppel

W artykule zostały wykorzysta­ne fragmenty listów nadesłanych do Miejskiej Komisji ds. Przeciw­działania Alkoholizmowi w Gliwicach.

Artykuł ukazał się w Wiadomościach Gliwickich nr 43 (2.11.1992)