Droga do piekła

To jest takie proste… i w dodatku prawie zawsze skutkuje. Po 2-3 kieliszkach człowiek czuje się lepiej i to prawie natychmiast. Uczy się tego każdy początkujący. Uczy równocześnie jeszcze czegoś innego: gdy mija działanie alkoholu, wszystko wraca do normy. Jeśli chce się znów osiągnąć przyjemne odprężenie, poczuć lepiej, trzeba znów sięgnąć po kieliszek. Ponieważ nie ma jeszcze nieprzyjemnych skutków lub są one niewielkie – nie stanowi to problemu, tym bardziej, że alkohol jest dostępny 24 godziny na dobę. Bywa, ze w sklepach brakuje chleba, ale nie alkoholu.

I tak człowiek dokonuje wielkiego odkrycia – dzięki alkoholowi można wpływać na swoje uczu­cia. Jest przekonany, że alkohol będzie zawsze oddziaływał w ten sam sposób. Co prawda słyszał tu i ówdzie, że alkohol szkodzi zdrowiu, ale już od dawna wiadomo, że zdrowia nie cenimy póki je mamy. Niewiele osób natomiast zdaje sobie spra­wę, że alkohol oszukuje udzielając fałszywych informacji na swój temat. Trzeba wiedzieć, co może być grane, aby nie zostać wywiedzionym w pole.

Statystyki mówią, że ok. 90% dorosłych ludzi sięga po alkohol. Przy tym na 10 osób pijących dwie mają poważne problemy z tego powodu, a jedna zostaje alkoholikiem. Dzieje się tak wtedy, gdy alkohol staje się jedyną metodą, za pomocą której człowiek rodzi sobie z życiem. Jak do tego dochodzi?

Wielu młodych ludzi wchodzi w dorosłość z głową pełną encyklopedycznych wiadomości przy współczesnym, niemal zerowym przygoto­waniu do samodzielnego życia. Najbardziej za­niedbana jest sfera emocji. To, co dorośli mają w tej dziedzinie do zaoferowania to głównie hamowanie i blokowanie: „Nie powinieneś się tak złościć!”, „Nie maż się jak baba!”, „Nie histeryzuj, nic się takiego nie stało!”, „No wiesz, taki duży, a się boi!” itd. W efekcie tego zdarza się, że na progu dorosłości ludzie bywają emocjonalnymi oseskami. Bardzo często nie rozpoznają swoich emocji, nie umieją ich nazwać i nie wiedzą, co z nimi robić. Kiedy chcą nawiązać kontakt z rówieśnikami odkrywają, że nie mają zbyt wiele do zaoferowania. I nagle, sięgając po alkohol doznają olśnienia – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamknięty w sobie milczek staje się duszą towarzystwa. Nic więc prostszego, jak pić coraz więcej. Co się wtedy dzieje? Alkohol zaczyna stopniowo opanowywać trzy sfery życia człowieka ujawniając równocześnie swoje drugie oblicze:

  1. CIAŁO – ulega stopniowemu wyniszczenia na skutek toksycznego działania alkoholu etylowego –C2H5OH, narkotyku, dla którego różne napoje takie jak piwo, wino, wódka są tylko „opakowania­mi”. Równocześnie organizm uzależnia się fizycz­nie od jego obecności tzn. w jego komórkach dzieje się coś takiego, że alkohol staje się niezbędny do normalnego funkcjonowania. Pojawia się zmora zespołu abstynencyjego. Brak alkoholu wywołuje nudności, bóle głowy, jadłowstręt, pocenie się, kołatanie serca, trudności w zasypianiu. Coraz bar­dziej osłabiony organizm staje się dobrym podłożem dla najróżniejszych cho­rób.
  1. EMOCJE – ulegają stopniowemu wynisz­czeniu. Pojawia się silne poczucie winy, które pijący wypiera płacąc za to koszmarnymi snami, drażliwość, wybuchowość, depresja. Na bazie za­trutych emocji pojawiają się nieodpowiedzialne działania.
  1. MYŚLENIE – pijący stopniowo zatraca zdolność odróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła, wikła się w systemie faktów i fikcji, rzeczywis­tości i kłamstw, coraz bardziej oplątując się koko­nem iluzji i zaprzeczeń. Jak bardzo trudno jest przez ten kokon się przebić, wie dobrze każdy, kto próbował.

Najstraszniejsze jest jednak to, że przychodzi dzień, w którym alkohol nie przynosi już poprawy samopoczucia, natomiast jego brak przynosi cier­pienie. W zaawansowanym stadium uzależnienia człowiek nie pije, aby się poczuć lepiej – pije, aby móc jako tako funkcjonować. Jest alkoholikiem. Z tego powodu jest mu sądzone wcześniej umrzeć. Ale przedtem powoli i nieuchronnie stacza się na dno. Ślepnie i głuchnie na wszystko poza alkoholem. Picie staje się jego obsesją.

Z pewnością jest to je­dna z najgorszych dróg do śmierci. Mniej ważne jest tu cierpiące ciało. Pie­kło alkoholika powoduje poczucie winy. Podczas ostatnich chwil życia na­gle uświadamia sobie, że stracił własną godność, odwrócił się plecami do tych, którzy go kochali, zmarnował swoje życie i nikogo nic nie obchodzi. Jeżeli to prawda, że w ostatnich chwilach umierający widzi całą swoją przeszłość, to alko­holik umiera w całkowitej rozpaczy, od której tak bardzo chciał uciec sięga­jąc po alkohol. Uświadamia sobie, że nic nie dal światu i zniszczył sam siebie.

Najgorszy na tej drodze jest wstyd, wstyd, który nie pozwala szukać pomocy. Tymczasem, z doświadczenia wiadomo, że alkoholik nie może wyleczyć się sam. Jego dramat polega na tym, że rozpaczliwie potrzebuje pomocy, a równocześnie stanowczo ją odrzuca. Ucieka przed prawdą o tym, co alkohol robi z jego życiem, równocześnie tylko prawda może go zatrzymać w drodze do piekła.

Krystyna Kozikowska-Koppel

Tekst ukazał się w Nowinach Gliwickich Nr 2 (1927) 12.1.1995