Dlaczego ciało chce chorować, czyli korzyści z bycia chorym.

Często mówimy, że życie jest ulotne, że trzeba dbać o zdrowie, ale tak naprawdę większość z nas w ogóle się nad tym nie zastanawia, dopóki choroba nie dotknie nas samych, albo kogoś nam bliskiego. Mamy wkodowany mechanizm lekceważenia zagrożeń. Trudno byłoby nam żyć i normalnie funkcjonować będąc stale świadomymi, że życie naprawdę jest kruche, że np. w ciągu weekendu, co tam weekendu, w ciągu każdej chwili, całe nasze, nieraz tak mozolnie składane życie może się wywrócić.

Genetyczny potencjał życia człowieka wynosi 120 do 140 lat, jednak niezwykle rzadko można spotkać osoby powyżej 100 roku życia. W Gliwicach w roku 2012 osób stu i stukilkuletnich było dwanaście. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego mężczyźni dożywają w Polsce średnio 72,4 roku, a kobiety 80,9 roku. Zanim ludzie wykorzystają przewidziany przez naturę potencjał czasu życia, wcześniej ulegają chorobom. Znamienne jest to, że średnia życia lekarzy jest znacząco krótsza. Niedawno Śląska Izba Lekarska przeprowadziła badanie długości życia lekarzy. Na podstawie średniej wieku zgonów 600 lekarzy zarejestrowanych w ŚIL, zmarłych w latach 2001–2006, wyliczono, iż tutejsi lekarze żyją o 2,4 roku krócej niż inni mężczyźni w Polsce, a lekarki aż o ponad 11 lat krócej niż statystyczne Polki wykonujące inne zawody. Wniosek nasuwa się sam – chcesz żyć długo, unikaj zawodu lekarza, zwłaszcza, jeśli jesteś kobietą.

W borykaniu się z dylematem choroby we współczesnym świecie pojawiają się i inne paradoksy. Obecnie zdrowiu i chorobie poświęca się tak wiele uwagi jak nigdy wcześniej, na walkę z chorobami i poprawę stanu zdrowia wydatkuje się olbrzymie pieniądze. Są efekty: medycyna szczyci się zlikwidowaniem wielkich epidemii, znalezieniem dla wielu chorób jednego lub więcej sposobów leczenia. Czytając o jej osiągnięciach, możemy odnieść wrażenie, że w tym układzie człowiek chory powinien być rzadkością. Jednakże nigdy dotąd ludzie nie byli tak chorzy jak w czasach współczesnych.

Powstaje coraz więcej ośrodków naukowych zajmujących się badaniami chorób, a chorób mamy coraz więcej i więcej. W ciągu ostatnich dziesięcioleci zaobserwowano ponad 30 nieznanych dotąd chorób. Niektóre z nich to Gorączka Zachodniego Nilu, choroba o wdzięcznej nazwie Chikunguyna (Czikungunja), Denga, Wirus Marburg, znany wszystkim już dobrze AIDS. We wrześniu ubiegłego roku w Wielkiej Brytanii wykryto kolejnego nowego wirusa, nie wiadomo skąd się wziął, ani jak się rozprzestrzenia. Obecnie pojawił się w Arabii Saudyjskiej.

Starzy, wydawałoby się pokonani wrogowie powracają. Wystarczy wymienić choćby gruźlicę; każdego roku na świecie rejestruje się 8-9 mln nowych zachorowań i blisko 3 mln zgonów. W 2011 roku w Polsce gruźlicę rozpoznano u 8,5 tys. Polaków.

Produkuje się coraz więcej i więcej lekarstw, a zdrowie człowieka jest coraz słabsze i słabsze. Paradoksalnie współczesne metody walki z chorobami sprawiają, że ludzie stają się słabsi, a zarazki silniejsze. W „Światowym raporcie zdrowia” z 1996 r. wydanym przez Światową Organizację Zdrowia możemy przeczytać: „Opracowuje się zbyt mało nowych leków w miejsce tych, które straciły swoją skuteczność. W tym wielkim wyścigu o dominację na świecie mikroby wychodzą na prowadzenie.” Przyzwyczajeni do antybiotyków, które są w stanie poradzić sobie z każdą bakterią, możemy uznać to zdanie za przesadzone i z niedowierzaniem przyjmujemy informacje o ludziach, którzy w XXI wieku padają ofiarą bakterii. Tymczasem zdarza się to coraz częściej. Zgodnie z szacunkami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), co roku z powodu chorób zakaźnych umiera na świecie ponad 15 mln ludzi, a w niektórych krajach oporność bakterii na antybiotyki przybrała rozmiary epidemii. W Polsce z powodu lekoopornych bakterii umiera rocznie około 20 – 30 tysięcy osób. Zarazki nauczyły się produkować enzymy niszczące większość antybiotyków i przekazują tą wiedzę między sobą. Zaczyna nam brakować amunicji, jaką można by je pokonać. Bywa, że lekarz świadomy nieskuteczności leku, podaje antybiotyk ze strachu przed zarzutem, że nie próbował ratować chorego. Zdaniem profesora Harvardu i laureata nagrody Nobla, Waltera Gilberta: „zbliża się czas, gdy 80 – 90% wszystkich infekcji będzie opornych na leczenie znanymi nam antybiotykami”.

Mimo ogromnego rozwoju narzędzi badawczych, przyczyny wielu chorób, choćby takich jak wrzodziejące zapalenie jelita grubego, stwardnienie rozsiane, jaskra, choroba zwyrodnieniowa stawów, reumatyzm, łojotokowe zapalenie skóry czy pospolity trądzik wiąż nie są do końca wyjaśnione.

Mamy coraz więcej lekarzy, a stoimy do nich w coraz dłuższych kolejkach. W tym układzie pocieszająca może się wydać obserwacja, że strajkom lekarzy towarzyszy spadek wskaźników zgonów. W 1976 roku zanotowano w hrabstwie Los Angeles nagły spadek ilości zgonów o 18%. Lekarze strajkowali wówczas przeciw podniesieniu składek ubezpieczenia od błędów lekarskich. W 1973 roku w Izraelu wskaźniki zgonów spadły o 50%, kiedy lekarze strajkowali zmniejszając przez miesiąc dzienną liczbę pacjentów z 65 do 7 tysięcy. Dwumiesięczna przerwa w pracy lekarzy w kolumbijskiej stolicy Bigocie zbiegła się z 35% zmniejszeniem ilości zgonów. Kiedy lekarze wrócili do pracy wskaźniki wróciły do poprzedniego poziomu.

Mimo pracy wielu ośrodków badawczych, skracająca nam czas pobytu na tym świecie podatność ciała na choroby wciąż stanowi zagadkę. Do dzisiaj nie wiemy, czym właściwie jest choroba, jaki ma sens i znaczenie. W toku historii stworzono wiele różnorodnych poglądów, jednak żaden z nich nie był w stanie umożliwić ludzkości ostatecznego zlikwidowania chorób. Chorobę postrzegano jako obcą istotę wchodzącą w ciało człowieka (medycyna ludowa), wpływ uroku czy złych duchów lub efekt przekroczenia tabu (magia), rezultat danych negatywnych uczynków (karma), karę za grzech (chrześcijaństwo), złudzenie (gnoza), nieodłączne zjawisko tego przemijającego świata, jakiemu podlegają nieoświeceni (buddyzm), ważną życiową lekcję (New Age), coś bez znaczenia, czemu znaczenie może nadać tylko sam chory (egzystencjalizm).

Współczesna nauka dąży do wyjaśniania choroby w kategoriach przyczyn i skutków. Choroba ma określone przyczyny, niektóre z tych przyczyn są zdeterminowane, inne po prostu są dziełem przypadku. Nie ma znaczenia choroby, jest tylko przyczyna i skutek albo przypadek. Przy czym dla medycyny, skupionej głównie na ciele, choroba jest zaburzeniem w funkcjonowaniu organizmu spowodowanym czynnikami biofizycznymi od wirusów do urazów, od predyspozycji genetycznych do czynników środowiskowych. Przyjmując takie stanowisko, chory nie powinien angażować się w psychologiczne czy duchowe metody leczenia chorób, bo takie alternatywne podejścia zazwyczaj są nieefektywne i w zasadzie mogą przeszkodzić w uzyskaniu właściwej opieki medycznej. Z punktu widzenia psychologii natomiast przyczyną choroby są tłumione emocje i pragnienia. W ekstremalnej formie choroba jest pragnieniem śmierci. W tym układzie angażowanie chorego w proces leczenia i rozpoznanie istotnych, tkwiących w nieświadomości przyczyn choroby, ma kluczowe znaczenie. Samo leczenie ciała, kiedy źródło choroby tkwi w psychice jest mało skuteczne, lub powoduje, że problem ujawni się później w innej postaci – kolejnej chorobie.

Generalnie choroba jest postrzegana powszechnie jako coś złego, niewłaściwego, co należy jak najszybciej usunąć. Ludzie często oddają swoje ciało w ręce lekarzy na podobnej zasadzie jak oddaje się samochód do zakładu naprawczego. Choroba ma zostać sprawnie usunięta, najlepiej w tempie ekspresowym, aby można było wrócić do starego funkcjonowania. Nie mamy w zwyczaju pytać ciała, dlaczego choruje, ani wsłuchiwać się w nadawane przezeń sygnały. Tymczasem odpowiedź na pytanie, dlaczego ciało chce chorować – zna właśnie ciało. Jednak, jak na tempo naszych czasów ciało mówi zbyt wolno, zbyt niezrozumiałym, dla nas przywykłych do słuchania głównie myśli, językiem. Ciało mówi o wielu rzeczach, np. o tym, że brak mu jakiś składników odżywczych lub zgromadziło nadmiar toksyn, że brak mu dostatecznej porcji ruchu albo… dostatecznej porcji bliskości czy przytulania, przekroczyliśmy optymalny poziom wydatkowani energii, blokujemy jakieś niechciane emocje lub podejmujemy decyzje, jakich skutki niszczą nasze zdrowie.

W większości nie słuchamy, łykamy kolejną tabletkę i gnamy dalej w tym samym kierunku, postępujemy po staremu. Jednak to stare funkcjonowanie doprowadziło do choroby… Mylimy odpowiedzi naszego umysłu z odpowiedziami ciała. Nasz umysł chce żyć tak, ale nasze ciało chce czegoś innego. Umysł ma swoje racje, ciało ma swoje racje. Umysł np. chce wziąć kolejny etat, aby zarobić więcej pieniędzy, a ciało chce odpocząć. Ciało często mówi nam o tym, czego sobie nie uświadamiamy, a czasami nie chcemy uświadomić. Mówi, że popełniliśmy błąd i powinniśmy coś zmienić. Jednak my „zatykamy mu usta” kolejną tabletką i pędzimy dalej… często prosto w objęcia kolejnej choroby.

Stanem naturalnym ludzkiego ciała jest dążenie do zdrowia. Współczesny styl życia jest jednak często nienaturalny; sprawia, że wyzbywamy się naturalnej inteligencji naszego ciała i przyjmujemy nienaturalne wzorce postępowania. Wskutek niewłaściwej diety, zbyt małej lub zbyt dużej ilości ćwiczeń fizycznych, nieumiejętnego postępowania z emocjami, negatywnego myślenia, nawarstwiającego się stresu i zmęczenia zaburzamy stan równowagi organizmu i ciału nie pozostaje nic innego jak tylko rozchorować się. I tym sposobem, człowiek myśli, że nie powinien chorować, a równocześnie robi wszystko, co powinno się zrobić, aby się rozchorować.

Gliwice, 7.05.2013

Prowadziły: Krystyna Kozikowska-Koppel – psycholog i Elżbieta Łowińska – biolog i naturoterapeuta

Opracowała: Krystyna Kozikowska-Koppel, Koordynator programu Inspirujące Czwartki