Ciało nasze powszednie

Przejawiamy się w tym świecie przede wszystkim jako ciało. W sposób najbardziej oczywisty, zarówno dla nas samych jak i otoczenia, ukazujemy się jako ciało, żyjemy i działamy jako ciało. Jako ciało rodzimy się, jesteśmy młodzi, dojrzewamy, starzejemy się i w końcu jako ciało umieramy. W międzyczasie, czasami jako ciało chorujemy, jako ciało nas leczą i jako ciało wracamy, lub nie, do zdrowia. Nawet, jeśli nasze schorzenia są natury psychicznej nie możemy oddać naszej psychiki do leczenia, niezależnie od ciała. Do sfery psychicznej w tym świecie mamy bowiem dostęp tylko przez ciało. Jako ciało tworzymy związki z innymi ciałami, w końcu jako ciało zakochujemy się w innym ciele, zakładamy rodzinę i tworzymy nowe ciała naszych dzieci. Wszystko cokolwiek robimy odbywa się przez ciało, nawet do rzeczywistości wirtualnej wchodzimy poprzez ciało; gdzieś tam na końcu każdego komputera jest ciało, bez udziału którego komputer nie działa. Kiedy jako ciało zostajemy złożeni do grobu, kończy się nasza obecność i możliwość sprawczego działania w tym świecie.

Całe nasze życie kręci się wokół ciała. Staramy się utrzymać je w jak najlepszym stanie za pomocą pokarmu i wody, ubieramy ciało, badamy o właściwe schronienie i transport dla niego. Więcej, dążymy do tego, aby nasze ciało prezentowało się jak najlepiej, było postrzegane przez innych w pozytywny sposób. Nowe salony fryzjerskie, SPA i gabinety masażu otwierają się jak grzyby po deszczu. Mamy nawet firmy specjalizujące się w kreowaniu wizerunku. Nakładamy na ciała rozmaite kremy, malujemy twarze, farbujemy włosy, przyodziewamy modne fatałaszki, cześć z nas regularnie wykonuje ćwiczenia fizyczne, służące uzyskaniu ładnej sylwetki, wyrzeźbieniu mięśni. Na nasze ciało wydajemy ogromną cześć naszych pieniędzy, dla zarobienia których spędzamy średnio 90 000 godzin naszego życia (czterdziestogodzinny tydzień pracy pomnożony przez 50 tygodni w roku, pomnożone przez 45 lat) w pracy, wykonując czynności, które nie zawsze nas cieszą i nie zawsze mamy na nie ochotę.

W tym układzie wydaje się oczywistym, że nikomu nie trzeba wyjaśniać, czym jest ciało? No tak. Tylko… czym jest ciało? Na ile je znamy i rozumiemy? Co o nim wiemy? Mimo, iż nasze życie kreci się w większości wokół ciała, co więcej żyjemy w świecie, w jakim oficjalna nauka uznaje psychikę za wytwór ciała, większość z nas nie identyfikuje się ze swoim ciałem i bardzo słabo je zna. Żyjąc głównie jako ciało i poświęcając większość swojego czasu sprawom ciała, paradoksalnie doznajemy samych siebie raczej jako myśli, wyobrażeń i idei niż jako ciał. Nawet, kiedy wykonujemy czynności tak bardzo fizyczne, jak spożywanie pokarmu, naszą świadomością rzadko jesteśmy obecni w ciele. Myślimy o tym, co było w pracy, roztrząsamy nasze problemy w relacji z partnerem, zastanawiamy się, co będziemy robić po południu, analizujemy przeczytaną książkę lub wręcz czytamy ją przy jedzeniu. W krańcowym przypadku nawet nie bardzo wiemy co zjedliśmy, lub czy w ogóle jedliśmy.

Wynika stąd np. popularność różnych diet. Nie bardzo wiemy, co powinniśmy jeść, bo nie umiemy rozpoznać sygnałów nadawanych przez ciało. Np. znaczny procent osób aktywnych zawodowo wychodzi z domu bez śniadania. W efekcie, po przyjściu do pracy, czują się pozbawieni energii, na co często reagują zrobieniem sobie kawy, podczas gdy ciało potrzebuje energii pochodzącej z pełnowartościowych składników odżywczych, białek, węglowodanów, tłuszczów, minerałów, witamin i błonnika. Po kawie czujemy się pełni energii, jednak ten stan bardzo szybko się obniża, a więc robi się następną kawę. Kofeina zawarta w kawie wpływa na gospodarowanie glukozą w naszym organizmie, a więc nadmierna ilość kawy powoduje znużenie i silne uczucie głodu, głównie smak na coś słodkiego. I wtedy sięgamy po coś szybkiego, często niezdrowego, np. batonik, herbatnik, drożdżówkę. Powoduje to jednak tylko chwilowe zaspokojenie głodu i bardzo szybko jesteśmy jeszcze bardziej głodni. Wtedy ktoś z współpracowników pyta nas czy zamawiamy wspólnie z innymi np. pizzę. Nie zagłębiamy się w doznania płynące z naszego organizmu i nie wnikamy w to czy naszemu ciału właśnie teraz jest potrzebna akurat pizza. Wspólne zjedzenie pizzy to też okazja aby pogadać z innymi, a więc właściwie nawet nie bardzo uświadamiamy sobie jak zjedliśmy naszą część. Wracamy do domu czasami załatwiając jeszcze coś po drodze i albo staramy się zjeść wreszcie coś zdrowego, co jednak powoduje, że zjadamy najbardziej obfity posiłek w nieodpowiedniej porze, kiedy ciało nie będzie go w stanie wykorzystać i odłoży sobie w postaci tłuszczyku albo sięgamy po żywność typu fast food. Nic się nie dzieje. Ciało nie protestuje od razu, a jak zgłasza zapotrzebowanie na coś innego sygnały są delikatne, nie zawsze czytelne, szczególnie jeśli nie mamy nawyku zwracania na nie uwagi i umiejętności rozpoznawania ich. Skutki złego jedzenia ujawnią się może za kilka lat, a na pewno za kilkadziesiąt. Jednak kiedy się ujawnią, ich związek z naszą dietą może nie być dla nas oczywisty.

Nie słuchamy ciała miedzy innymi dlatego, że większość z nas nie akceptuje ciał takimi, jakimi są. Nasze ciała wydzielają substancje i zapachy, jakie staramy się ukrywać i maskować, zdradzają stany emocjonalne, jakich staramy się nie okazywać. Z czasem przechodzą zmiany, jakie nam się nie podobają, pokrywają się bruzdami zmarszczek, plamami, włosy siwieją, mięsnie i kościec słabną. Ponadto, w głębi naszych ciał zawsze czai się wrażliwość na ból, możliwość choroby. Komórki ciała potrafią zdradzić, tworząc jedną z budzących największy lęk chorób – nowotwór.

Świadomość słabości, wrażliwości i w końcu śmiertelności ciała, powoduje, że usuwamy z niego świadomość, postrzegamy je jako zewnętrzną skorupę, jednorazowe ubranie i skupiamy się na tym, co możemy w prosty sposób zmienić. Powszechna w naszym świecie jest tendencja do zmieniania własnego wyglądu pod wpływem obowiązującej mody, posuwając się aż do ingerencji chirurgicznej. Ludzie, nawet postrzegani przez innych jako bardzo piękni, mają wrażenie, że gdyby wyglądali inaczej (w domyśle: jeszcze atrakcyjniej) na zewnątrz, byliby szczęśliwsi. Podejmują w tym celu wiele działań, które wcale nie sprawiają, że ciała czują się lepiej. Np., uznajemy powszechnie buty na wysokich obcasach za coś eleganckiego. W naszym przekonaniu potrafią one „poprawić” wygląd niejednej kobiety – niskiej dodają wzrostu, a sylwetkę puszystej optycznie wysmuklają. Oczywiście znaczy to, że obowiązujące kanony, a nie istniejące ciała, preferują bycie raczej wysoką niż niską, smukłą niż puszystą. Ustalają też, co jest wysokie, a co niskie, co jeszcze smukłe a co już puszyste. To w swoich umysłach wiele osób nie wyobraża sobie atrakcyjnego wyglądu bez szpilek, ale nie znaczy to, że w poczuciu ciała szpilki są atrakcyjne.

Spróbujmy odkryć co dzieje się, kiedy nosimy szpilki. Ciężar ciała spoczywa wtedy w większości na palcach, a nie na całej stopie, ulega ona deformacji, palce wykrzywiają się, mogą pojawić się halluksy, z czasem sprawiające ból. Mięśnie łydek ulegają osłabieniu, z czasem może nastąpić skrócenie i zniekształcenie ścięgna Achillesa, a to – w niektórych przypadkach – może uniemożliwić wręcz swobodne stanie na całych stopach. Krążenie w nogach jest utrudnione, co sprzyja pojawieniu się żylaków i opuchlizny. Noszenie uznawanych za eleganckie i seksowne butów na szpilkach wywiera wpływ nie tylko na same nogi, ale i całe ciało. Kręgosłup chodzącej w nich kobiety wygina się w sposób nienaturalny, ponieważ utrzymywanie równowagi wymaga odchylania pleców do tyłu. Z czasem powoduje to ból w okolicy krzyżowej i może doprowadzić do trwałego zwyrodnienia kręgosłupa. Ból może być odczuwalny nie tylko w obszarze pleców, ale także szyi oraz głowy, co jest spowodowane odruchowym trzymaniem szyi prosto i lekkim odchylaniem głowy do tyłu podczas chodzenia. Jednak wiele kobiet nie zdaje sobie z tego sprawy i nie wiąże bólów głowy, karku i innych dolegliwości z noszeniem tego, uznawanego za eleganckie, ale jednak nieadekwatnego do potrzeb ciała obuwia. Nie czują i nie rozumieją swoich ciał, postrzegając je głównie przez pryzmat obrazu w lustrze i oczach innych ludzi.

Skłonni skupiać się głównie na zewnętrznym wyglądzie, ludzie rzadko zdają sobie sprawę z tego, co dzieje się we wnętrzu ciała, szczególnie jeśli funkcjonuje ono prawidłowo. Starają się ukształtować je na podobieństwo obowiązujących trendów i mody, ale raczej nie słuchają co ma do powiedzenia. Nie analizują tego czy ciału odpowiada ta dieta, te eleganckie buty na wysokim obcasie, kolejna filiżanka kawy, kolejny papieros, długotrwałe siedzenie przed monitorem komputera, bo jest pilna praca na jutro do zrobienia. Niektórym ludziom nawet sama myśl, że ciało mogłoby mieć coś do powiedzenia wydaje się dziwna.

Nie jesteśmy skłonni rozwijać świadomości ciała, ani poznać go głębiej, nawet jeśli intelektualnie uznajemy, że ciało to wszystko, czym dysponujemy. Pozostawiamy to specjalistom, którzy studiują ciało jako zewnętrzny obiekt, do których zwracamy się głównie wtedy, gdy ciało działa niezgodnie z oczekiwaniami. Można odnieść wrażenie jakby większość z nas żyła w ciele, ale zupełnie nie miała z nim kontaktu. Wyobcowują się ze swoich ciał utożsamiając siebie z umysłem, a przy tym tworzą cywilizację wręcz zafiksowaną na ciele. Prowadzi to do paradoksalnych sytuacji, w których to, co tworzymy dla „dobra” naszych ciał w gruncie oszukuje nasze ciała i szkodzi im, gdyż nie jesteśmy świadomi jak ciało reaguje na to, czym go raczymy. Wyprodukowaliśmy np. żywność i kosmetyki, które wprowadzane do organizmu poprzez obecne w nich obce organizmowi chemiczne substancje zakłócają jego działanie. Co więcej, w poszukiwaniu komfortowego i przyjemnego cielesnego życia, tak przekształcamy nasze naturalne środowisko, że jesteśmy na dobrej drodze do uczynienia świata miejscem niemożliwym do istnienia dla ciała.

Używamy na co dzień określenia „moje ciało”, podobnie jak „mój dom”, „mój samochód” traktując je jako coś oczywiście nam przynależnego, ale z czym nie czujemy się tak do końca tożsami. Mówimy np.: „Mam problemy z moim sercem” dzieląc się w ten sposób na jakieś „ja”, które ma problemy z będącym w jego posiadaniu sercem”, ale to serce w sytuacji awarii najchętniej oddalibyśmy do remontu dobremu fachowcowi, szybko i niedrogo. Sama „awaria” nam się przydarza, najczęściej nie poczuwamy się do żadnego związku z nią. Ot, pechowy los! Manifestuje się „w ten sposób nasze głębokie odcięcie się od istotnej części nas samych. Nasza świadomość jest niemal wyłącznie świadomością umysłu, produkującego wyobrażenia, słowa, poglądy, oceny, a nasz umysł myśli o ciele jako o czymś zewnętrznym w stosunku do siebie samego, traktuje ciało jako swoją opozycję. Stąd już krok do traktowania go jako wroga, którego trzeba zdominować. Ciało zostaje wyrzucone poza obręb naszego ja i odcięte od niego, staje się przedmiotem do posiadania. Dbamy o nie, pielęgnujemy je, ubieramy, przyozdabiamy. Działamy jednak nie pytając je o zdanie, ponaglamy lub hamujemy wbrew płynącym z niego impulsom. Kiedy zachowuje się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, czasami w ogóle nie zwracamy na nie uwagi. Kiedy jednak oporuje, używamy często siły, aby wymusić posłuszeństwo. Mówimy np. „Nie chce mi się wstać, ale muszę iść do pracy.”, co znaczy: ciało nie ma ochoty, ale umysł je zmusza do działania. Nie mówimy nigdy: „Nie chcę wstać, ale musi mi się iść do pracy.”. Umysł jest szefem, ciało ma słuchać i basta. To nic, że z całej siły usiłuje nam przekazać, że praca, jaką wykonujemy, dla jakiegoś powodu mu się nie podoba, lub że daliśmy mu za mało czasu na wypoczynek, czy nie dość zadbaliśmy o jakieś inne fizyczne potrzeby.

Kiedy umysł zrywa z ciałem i wyrzuca je poza obręb ja, wraca ono w postaci naszego przeciwnika lub wręcz wroga. Następuje mniej lub bardziej zażarta walka przeciwieństw. W naszym wewnętrznym świecie dominuje umysł, ale na zewnątrz rządzi ciało. Umyśl chce na zewnątrz przeprowadzić swoją wolę, ale jak się ciało zaprze, nie ma mocnych. Zdominowane ciało odmawia posłuszeństwa w najmniej spodziewanym momencie.

W takim układzie ja – jako umysł – często czuje się uwięzione w klatce nieprzewidywalnego, niezrozumiałego ciała. Tak nam zależało na tym spotkaniu, a tu nasze ciało smarka, kaszle i nie nadaje się do użytku. Chcielibyśmy szybko wspiąć się na szczyt, a ciało wlecze się i pojękuje. Mamy w umyśle piękne wizje do przekazania innym a ciało zacina się i gubi wątek. Chcemy stać w miejscu twardo jak skala, a nasze nogi zaczynają się trząść. Chcemy iść w prawo, a ciało ciąganie nas w lewo.

Walka, w jaką się wdajemy jest skazana na niepowodzenie. Zarówno ciało jak i umysł wychodzą z niej przegrani i umęczeni. Bywa, że ciało używa ostatecznego argumentu i nadaje komunikat: O nie, tak to nie chcę żyć!. Bywa, że umysł odcina się ostatecznie od ciała i pogrąża w szaleństwie, tracąc kontakt z rzeczywistością. Tak czy inaczej, tracimy siebie. Wielu z nas tęskni za możliwością odcieleśnionej egzystencji, uznając ja za najbardziej właściwą, oczekując, że właśnie bezcielesny umysł, psyche, dusza pozbawiony kłopotliwego ciała będzie istniał w wiecznej szczęśliwości. Istnieją jednak przesłania, które mówią, że pozbawiony ciała umysł po jakimś czasie poszukuje nowego. Bez względu na to czy jesteśmy przekonani do istnienia reinkarnacji, czy nie, tu i teraz istniejemy i jako ciało i jako umysł – psychofizyczna całość. Kiedy preferujemy jedno kosztem drugiego, skazujemy się na wewnętrzne rozdarcie i utratę kontaktu z siłami ukrytymi w naszej głębi.

To, co możemy zrobić, aby zawrzeć pokój z własnym ciałem, to pochylić nad nim, postarać się poznać je i zrozumieć. Na początek możemy zauważyć, że nie potrafimy doświadczać swojego ciała, potrafimy tylko o nim myśleć. Może pamiętamy jeszcze ze szkoły, że posiadamy serce, wątrobę czy żołądek, ale nie umiemy ich odczuć. Często nie umiemy odczuć nawet własnych rak, pleców czy łydek. Możemy przedstawiać je sobie poglądowo, jesteśmy jednak odcięci od ich bezpośredniego doznawania. Ten brak czucia jest efektem stworzenia przez nas blokady podzielającej psyche od somy. Podzielając umysł od ciała, blokada ta nie pozwala nam równocześnie dotrzeć wystarczająco głęboko, aby odkryć to, z czego wyrasta zarówno umysł jak i ciało.

Rozwijanie świadomości ciała nie jest sprawą łatwą. Każda blokada, jaką kiedyś zbudowaliśmy w ciele, jest zahamowaniem jakiejś emocji i jakiegoś impulsu do działania. Z punktu widzenia ciała, umysł ogranicza je i więzi nie pozwalając mu na przejawianie naturalnych dla niego impulsów. Impulsy te same w sobie nie są ani dobre ani złe, choć ich przejawy mogą być kłopotliwe społecznie. Takim impulsem jest np. agresja. Bardzo wcześnie uczymy się, że agresywne sięganie po zabawkę, której pragniemy, a która nie należy do nas, jest niepożądane społecznie i może skończyć się doznaniem nieprzyjemności. Dodatkowo pojawia się kolejny impuls wrogości wobec tych, którzy nam zabraniają i sprawiają przykrość. Możemy ją wyrazić krzycząc, tupiąc, wymachując rękami, ale szybko odkrywamy, że takie zachowania też są niepożądane. Otocznie wymaga od nas abyśmy nie okazywali tego, co faktycznie czujemy. Możemy to osiągnąć poprzez stłumienie czynności służących ich rozładowaniu. Ale jak powstrzymać impuls skłaniający mięśnie do działania? Najprościej jest to zrobić używając innych swoich mięśni, aby powstrzymały mięsnie podejmujące działanie. Rezultatem jest walka mięsni. Cześć naszych mięśni usiłuje uzewnętrznić to, co faktycznie czujemy, inna część usiłuje temu zapobiec. Walka kończy się patem, nic się nie dzieje, mimo, że wydatkowana jest ogromna ilość energii. Nie czujemy już impulsu do działania, ani powodującej go emocji. Powstała blokada.

Kiedy nawiązujemy kontakt z ciąłem na początku możemy zacząć odczuwać przejawy istnienia blokady, pojawiają się doznania napięcia, sztywności, ucisku. Kiedy czucie wraca coraz bardziej do odciętych od świadomości części ciała doznania te ewoluują w odczucia bólu, leku, wrogości, smutku, ale też może wyzwolić się śmiech. Zanim jednak pojawia się konkretne emocje, możemy poczuć po prostu impuls do działania, chce nam się krzyczeć, płakać, kopać, uderzać rękami. Dopiero poddając się tym impulsom, możemy uświadomić sobie, co czujemy i skąd się to wzięło. Możemy odkryć, że zablokowany przed wielu laty gniew, kiedy rodzice nie pozwali nam, jako małemu dziecku odebrać zabawkę innemu dziecku, tkwi w nas nadal.

Stopniowo pojawiają się treści wyrzucone poza obręb świadomości doznania, których nie kiedyś nie chcieliśmy uznać za własne. Kiedy dopuszczamy je do siebie często okazują się nie takie straszne. Z reguły nie mamy do czynienia z czymś dzikim, niepowstrzymanym czy demonicznym np. chęcią zamordowania w bestialski sposób ojca czy matki. Impulsy, jakich doświadczamy, wydają się takie okropne, bo długo je blokowaliśmy, ale prędzej czy później odkrywamy, że lepiej jest się z nimi spotkać niż ponosić koszty ich blokowania. Autentyczne uwolnienie zablokowanych treści wymaga czasu, wysiłku, otwartości i sporo rzetelnej pracy, ale krok po kroku pozwala odzyskać swoje ciało. Na tej drodze dobrze jest mieć przy sobie kogoś, kto przeprowadziłby nas przez chaos wyłaniających się impulsów i wpierał w konfrontacji z wyłaniającymi się emocjami, stanowił rodzaj bezpiecznika. Bywa, że podążając za impulsem cofamy się świadomością do wieku, w jakim powstał i tracimy świadomość, że jesteśmy dorośli i dla nas jako dorosłych impuls ten ma inny wymiar. Dobrze jest mieć wtedy kogoś przy sobie, kto nam o tym przypomni. Czasami, też po prostu możemy nie zauważyć, że zamiast rozbierać, nieświadomie wzmacniamy blokadę.

Z czasem, przy wnikliwym badaniu odkrywamy, że kiedy zagłębiamy się w uwolnioną świadomość ciała w pewnym momencie nasze doznania nie mają już charakteru fizycznego, ale płynnie przechodzą one w doznania energetyczne, których z kolei wyłania się informacja. W naszej świadomości zanika granica miedzy ciałem i umysłem, okazują się one być dwoma krańcami jednego kontinuum naszego istnienia. Jesteśmy zarówno ciałem jak i umysłem, lub inaczej zarówno ciało jak i umysł są przejawem naszego istnienia.

Krystyna Kozikowska-Koppel