Chemiczne środki „naturalnych” kosmetyków.

POSZUKIWANIA DOCIEKLIWEGO LAIKA

„Naturalne” zrobiło się modne. Wielu producentów wykorzystuje popularność słów „naturalny” czy „ekologiczny” nazywając tak swoje produkty.  Rok 2010 został ponoć ogłoszony przez dziennikarzy rokiem kosmetyków naturalnych.

Jednak, zanim weźmiemy do ręki kolejny produkt z półki z napisem „naturalny”, czy kupimy kosmetyk zachęceni zapewnieniami konsultanta kosmetycznego o jego naturalności, warto zastanowić się, co oznacza owo „naturalny” w odniesieniu do kosmetyków.

Wydawałoby się, że „naturalne” to po prostu… naturalne. „Naturalne” okazuje się jednak być pojęciem bardzo pojemnym; wielu producentów wykorzystuje pozytywne konotacje słowa „naturalny” w nazwach czy reklamach swoich produktów, bazując na fakcie obecności w ich składzie zaledwie kilku naturalnych składników, czasem w śladowych ilościach. W tym układzie rozszyfrowanie składu kosmetyków jest ważne nie tylko ze względu na zdrowie, ale także wówczas, gdy chcemy naszymi konsumenckimi wyborami wspierać produkcję kosmetyków naturalnych nie tylko z nazwy.

Na opakowaniu każdego kosmetyku możemy znaleźć informacje o składnikach. Kosmetyk bez tej informacji w ogóle nie powinien znaleźć się w sprzedaży. Informacja musi znajdować się na opakowaniu produktu lub na ulotce dołączonej do kosmetyku, gdy opakowanie jest za małe. Często pojawia się w niej na początku skrót INCI. Co on oznacza?

INCI (International Nomenclature of Cosmetic Ingredients) oznacza międzynarodowe nazewnictwo, w jakim musi być, wg prawa Unii Europejskiej, zadeklarowany skład każdego produktu kosmetycznego.

W 1997 roku została ustalona przez Unię Europejską dokładna lista składników. Oznaczenia substancji składają się z chemicznych określeń w języku angielskim i łacińskich nazw roślin.

Na opakowaniu składniki mają być wypisane w kolejności ilościowo malejącej, to znaczy, że im wcześniej w opisie pojawia się jakiś składnik tym więcej jest go w kosmetyku. Substancje, które stanowią mniej niż 1% pojemności produktu mogą być wypisane na końcu listy nieuporządkowane. Nie do rozszyfrowania jest jednak często, od którego miejsca zaczyna się ten 1%.

Przepisy dotyczące deklarowania na opakowaniu użytego barwnika w danym produkcie nie są zbyt dokładne. Kolory farb są oznaczone jedynie numerem, tzw. Color-Index (CI). Jeżeli oferta danego kosmetyku składa się z palety różnych kolorów, na opakowaniu mogą wystąpić oznaczenia wszystkich kolorów użyte w całej palecie produktu. W ten sposób nie sposób ustalić, jaki barwnik został użyty w tym konkretnym, zakupionym przez nas.

Od 1 grudnia 2006 roku Unia Europejska wprowadziła zakaz stosowania 22 substancji (tzw. aminów aromatycznych) będących jednym ze składników farb do włosów.

Jeszcze większe trudności pojawiają się przy próbie rozszyfrowania zawartych w kosmetyku substancji zapachowych. Mogą być one jedynie zadeklarowane jako „perfum” lub „zapach”, co uniemożliwia rozszyfrowanie, która z rozmaitych substancji zapachowych została użyta oraz czy jest ona naturalna, czy nie. Od 2005 roku 26 z nich musi być zadeklarowanych na opakowaniu, lecz tylko wtedy, gdy jej określona koncentracja w produkcie zostanie przekroczona.

Nazewnictwo, jakim operuje INCI oraz z reguły bardzo drobny druk, jakim te informacje są zapisane na opakowaniach, sprawiają, że rozszyfrowanie składu kosmetyków wymaga sporo samozaparcia.

Przyjrzyjmy się teraz ogólnym zasadniczym różnicom między modelowymi kosmetykami naturalnymi zawierającymi 100% składników pochodzenia naturalnego, a kosmetykami konwencjonalnymi. Należy wziąć przy tym pod uwagę, że kosmetyki takie mają znacznie krótszy okres przydatności do użycia niż kosmetyki konserwowane chemicznie. W zasadzie żaden z dostępnych na rynku, nawet certyfikowanych kosmetyków nie jest w 100% naturalny, choć może mieć 99% z ułamkiem składników naturalnych. ECOCERT szczegółowo określa ich minimalną ilość na 95%. Niestety trzeba uważać z produktami z napisem w 100% naturalne i mającymi certyfikat, szczególnie w ofertach nie podających składu, bo już nieraz zdarzyło mi odkryć w składzie takiego kosmetyku coś wcale nie naturalnego. No cóż np. 98% ładnie się zaokrągla do 100% i nawet zgodnie zasadami matematycznymi, a o ułamkach to już w ogóle nie warto wspominać…

Co możemy więc znaleźć studiując wnikliwie drobny druk? Przyjrzyjmy się modelowemu kosmetykowi naturalnemu i konwencjonalnemu.

Oleje

Stanowią jeden z podstawowych składników kosmetyków naturalnych; roślinne, tłoczone na zimno i nierafinowane, pozyskiwane często z roślin pochodzących z upraw ekologicznych, dają dużą ilość, łatwo przyswajanych, wysokiej jakości cząsteczek budulcowych, podobnych do tych, które występują w skórze ludzkiej.

W kosmetykach konwencjonalnych znajduje się prawie wyłącznie oleje syntetyczne, pochodzenia petrochemicznego. Pokrywając skórę swego rodzaju filmem zaburzają jej funkcje, między innymi hamując wymianę gazową i metaboliczną. Nawet najlepsze składniki aktywne rozpuszczone w takim oleju są skłonne pozostawać na jej powierzchni i nie wnikają do skóry. Ponadto oleje syntetyczne utrudniają swobodne wypływanie łoju na powierzchnię skóry. Stwarzają beztlenowe warunki w skórze sprzyjające rozwojowi bakterii beztlenowych wywołujących trądzik. Inicjują tworzenie zaskórników, utrudniają regenerację skóry. Podaje się też, że przyśpieszają procesy starzenia i powodują kumulację toksycznych metabolitów w skórze. Mogą być kancerogenne.

Stosowane są przez przemysł kosmetyków konwencjonalnych, ze względu na niskie koszty i łatwość pozyskiwania. Nazwy INCI pod jakimi występują w kosmetykach to: Mineral Oil, Petrolatum, Paraffinum-Liquidum, Cera Microcristalline, Microcrystalline Wax, Ozokerit, Ceresi, Silikon, Parafin.

Woda

Jak powszechnie wiadomo, woda jest tą jedną z niewielu substancji, która nikomu nie szkodzi… pod warunkiem, że nie jest jej za dużo.

W kosmetykach naturalnych mamy wodno – alkoholowe esencje roślinne, ekstrahowane za pomocą wody zdemineralizowanej (wody destylowanej) i naturalnego alkoholu etylowego.

Woda może stanowić też wysoki procent składników kosmetyków, zapewnia jak najniższe koszty produkcji. Niestety zbyt wysoka zawartość wody w składzie kosmetyków, np. w kremach nie zapewnia skórze wystarczającej pielęgnacji i może paradoksalnie powodować jej wysuszanie. Jeśli to ona znajduje się na pierwszym miejscu INCI, to znaczy, że w kosmetyku jest jej najwięcej.

Emulgatory

Emulgatory łączą ze sobą to, co samo łączyć się nie chce (oleje z wodą)  i umożliwiają powstanie emulsji oraz zapewniają jej trwałość.

Producenci kosmetyków naturalnych używają emulgatorów pochodzenia roślinnego. W naturze ważnym emulgatorem jest lecytyna rozpraszająca drobiny tłuszczów w wodnych roztworach białek i węglowodanów.

Producenci kosmetyków konwencjonalnych stosują z reguły dużo tańsze surowce syntetyczne zwane skrótowo PEG. Emulgatory zawierające PEG mogą powodować, że skóra staje się przepuszczalna dla ewentualnych substancji toksycznych z otoczenia. Zatykają pory w skórze, wywołują wysięki wokół gruczołów łojowych oraz apokrynowych. Powodują pokrzywkę, świąd i pękanie głębokie naskórka. Jeśli są zanieczyszczone dioksanem (1,4-dioxane) wówczas nabierają właściwości rakotwórczych.

W składzie możemy spotkać określenia takie jak: Polyethylene Glycol (PEG), PEG-20 Gliceryl Laurate, PEG (4-200)

Środki powierzchniowo czynne

Aby kosmetyk posiadał właściwości myjące i pienił się musi zawierać środki powierzchniowo czynne.

W naturalnym szamponie, czy żelu stosuje się delikatne detergenty roślinne, oparte z reguły na oleju kokosowym, wielocukrach z kukurydzy (plantaker) czy mydlnicy lekarskiej.

W kosmetykach konwencjonalnych najczęściej stosuje się SLES – Sodium laureth sulfate – lauretosiarczan sodowy, czy SLS – Sodium lauryl sulfate – laurylosiarczan sodowy, detergenty syntetyczne będące produktem przemysłu petrochemicznego, tanie i łatwe w pozyskiwaniu. Niestety, przypisuje się im wiele działań ubocznych miedzy innymi przesuszenie skóry, zaburzanie wydzielanie łoju i potu oraz podrażnianie skóry, śluzówki nosa i oczu, uszkadzanie osłonek włosów, co powoduje ich łamliwość i rozdwajanie się. Na niektórych stronach internetowych można znaleźć , że substancje tego typu ulegają kumulacji w ustroju. uszkadzają układ nerwowy i odpornościowy skóry, obniżają stężenie estrogenów, co może wzmagać niekorzystne objawy menopauzy. Wcierane w piersi i narządy płciowe mogą indukować nowotwory i uszkadzać spermatogenezę oraz owogenezę. Dr Henryk Różański z właściwym sobie radykalizmem jednoznacznie potępia Sodium Laureth Sulfate, nazywając go „totalnie syfiatym detergentem”.

Zapachy

Zapachy kosmetyków naturalnych są delikatniejsze, a uzyskuje się je dzięki stosowaniu naturalnych olejków eterycznych, które znacznie rzadziej niż substancje syntetyczne prowadzą do uczuleń. W nazwie INCI możemy znaleźć wówczas w nawiasie (essential oils).

Syntetyczne substancje zapachowe mogą składać się nawet z 200 substancji, a ponieważ nie wymagają od producenta szczegółowej deklaracji składu są bardzo trudne do rozszyfrowania. Niestety, bo to właśnie one są często przyczyną reakcji alergicznych związanych z produktami kosmetycznymi. Szczególnie złą sławą cieszy się ostatnio syntetyczne piżmo – wykorzystywane do produkcji perfum, kremów po goleniu, mydeł i innych produktów higienicznych – podejrzewa się, że może wywoływać ono nowotwory i zaburzać pracę układu dokrewnego.

Barwniki

W kosmetykach naturalnych używa się barwników również naturalnych, np. pigmentów pochodzących z minerałów (np. mika) czy wyciągów roślinnych (z zielonych liści, z czerwonych buraków).

Syntetyczne barwniki mają za zadanie, poprzez naturalne skojarzenia, sugerować działania takie jak świeżość (niebieski), roślinne (zielony) czy owocowe (np. pomarańczowy) pochodzenie. Mogą zawierać anilinę podejrzaną o działanie rakotwórcze.

Niestety, zarówno barwniki naturalne jak i syntetyczne zaczynają się na CI. Farby i barwniki naturalne można znaleźć po numerami CI 75100 – CI 77947. Inne CI są pochodzenia syntetycznego.

Substancje czynne

Odpowiadają za docelowe działanie kosmetyku takie jak przeciwzmarszczkowe, przeciwtrądzikowe, ujędrniające, łagodzące podrażnienia, likwidujące przebarwienia, itd.

W kosmetykach naturalnych stosuje się ekstrakty z roślin pochodzących z upraw ekologicznych, co zapewnia nieprzetworzone substancje czynne, wolne od pozostałości nawozów sztucznych czy pestycydów, o dużej wartości biologicznej.

W kosmetykach konwencjonalnych stosuje się surowce o koncentracjach niemożliwych do pozyskania ze źródeł naturalnych, którym jednak brak witalności. Stosuje się też często naturalne wyciągi roślinne, podkreślając głównie ich zawartość w kosmetyku w sloganach reklamach czy na stronach internetowych. Kwestią dyskusyjną pozostaje jednak odniesienie wartości wyciągu roślinnego, często w niewielkiej ilości, do współwystępujących związków syntetycznych i oraz procesu konserwacji chemicznej. Czasami producent zapewnia nawet, że kosmetyk zawiera świeży wyciąg roślinny. Mam jednak wątpliwości jak coś, co zakupione w roku 2010 ma datę ważności do 2012 może w tym 2012 roku zawierać jeszcze coś świeżego. Czy zakonserwowany wyciąg można uznać za świeży?

Obecnie na rynku pojawiło się wiele produktów zawierających mikroskopijne jony srebra – nanosrebro. Bakteriobójcze właściwości srebra były znane od stuleci, jednak nanostrebro z taką samą siłą atakuje szkodliwe jak i pożyteczne drobnoustroje, a tym samym zaburza delikatną równowagę środowiska gleby oraz wody. Niedokładnie znamy też obecnie skutki uboczne jego stosowania. Podczas eksperymentów laboratoryjnych okazało się, że jony srebra niszczą zarodki ryb, a pluskwiakom wodnym uniemożliwiają dalszą reprodukcję. Z kolei u szczurów inhalowanych nanosrebrem stwierdzono podwyższoną zawartość tego metalu w wątrobie, nerkach i płucach. Niedawno koreański naukowiec poinformował, że w płucach szczurów rozwijają się chroniczne stany zapalne. W tym układzie Rada Europejska postanowiła, że od 2012 roku nanokosmetyki dopuszczone do sprzedaży muszą mieć odpowiednią ulotkę informacyjną.

Filtry przeciwsłoneczne

W kosmetykach naturalnych możemy znaleźć wyłącznie naturalne i mineralne pigmenty chroniące przed światłem. Tworzą one na powierzchni skóry rodzaj bariery, „lustra” odbijającego światło słoneczne. Naturalnymi filtrami przeciwsłonecznymi są tlenek cynku, dwutlenek tytanu, masło karite (shea butter) czy olej jojoba, które dają filtr UV z faktorem około 4. Filtry mineralne (tlenek cynku, dwutlenek tytanu) umożliwiają uzyskanie wyższych faktorów. Pojawia się jednak pewien problem, im więcej minerałów zawiera kosmetyk, tym bardziej jego konsystencja przypomina gęstą, twardą pastę, która pokrywa skórę białą warstwą i coraz mniej nadaje się do smarowania całego ciała.

Syntetyczne filtry chroniące przed światłem, często działają alergennie, mogą zawierać szkodliwy dla zdrowia oxybenzon. Z badań na zwierzętach wynika, że niektóre filtry przeciwsłoneczne mogą też oddziaływać hormonalnie. Przenikają przez skórę i znajdują się również w mleku matki.

Konserwanty

Trwałość to niestety słabsza strona kosmetyku. Aby mógł leżakować na cieplej półce w sklepie, a następnie na półce w łazience potrzebuje konserwacji. Konserwant, który powstrzymuje wzrost bakterii, powstrzymuje wzrost bakterii nie tylko tych złych i nie tylko w kosmetyku. Rozsmarowany na ciele niszczy też pożyteczną florę bakteryjną żyjącą w porach naszej skóry.

Aby umożliwić dłuższą świeżość, w kosmetykach naturalnych stosowane są naturalne metody konserwacji; m. in. dokładna selekcja czystych surowców, użycie olejków eterycznych, witamin, niewielkich ilości czystego alkoholu roślinnego, utrzymywanie odpowiedniego Ph, produkcja i pakowanie w specjalnych pomieszczeniach, spełniających standardy farmaceutyczne.

W kosmetykach konwencjonalnych najczęściej stosowane są konserwanty syntetyczne, oficjalnie uznawane za zupełnie bezpieczne, budzące jednak u wielu naukowców zaniepokojenie. Podejrzewa się, iż mogą one powodować niszczenie wierzchniej warstwy naskórka, jej kurczenie się i marszczenie, alergiczne stany zapalne. Dezorganizują system obronny skóry. Sugeruje się także ich ewentualny związek z niektórymi chorobami nowotworowymi oraz negatywne oddziaływanie na system hormonalny.

Ciekawą grupą konserwantów są konserwanty halogenowe czyli halogenki. Związki takie istnieją w naturze, ale do konserwowania kosmetyków używane są ich syntetyczne wersje. Należy do nich Triklosan, który powoduje uszkodzenia wątroby i kodu genetycznego komórek, jak również uodparnia bakterie na działanie antybiotyków. Jest wchłaniany przez skórę i odkłada się w tkance tłuszczowej.

Najczęściej stosowane konserwanty syntetyczne występują pod nazwami: Methylparaben, Butylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Methyldibromoglutaronitrile, Imidazolidinyl Urea, Diazolidinyl Urea, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Cetylpyridinium Chloride, Benzoic Acid, Chlorhexidine, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Triclosan, 2-Brom-2-Nitropropane-1,3Diol, Cetrimoniumbromide.

Studiowanie tego tematu jest przerażające, podobnie, jak niefrasobliwość ludzi nie zdających sobie sprawy z tego, co stosują, ufających „ekspertom”, których w każdej chwili bogaty koncern może sobie kupić. Chemia, jaka ma chronić i  poprawiać urodę, przy bliższym poznaniu odsłania swoje ciemne oblicze. „Cudowne środki wmontowane w kosmetyki to największe oszustwo naszego wieku” – twierdzi Wolfgang Hongst w swojej książce „Kosmetyka – bomba zegarowa”, pisząc krytycznie o metodach stosowanych przez przemysł kosmetyczny.  Producenci o tym wiedzą i zachwalają przede wszystkim to, co w kosmetykach naturalne.

Jednak „natura nie przebacza nigdy” i nie daje się oszukać. Wiele składników mających sprawić cuda wywołuje choroby skóry, niszczy zdrowie, napełniając tym samym poczekalnie przychodni i klinik dermatologicznych. Z czasem toksyczne substancje gromadzą się w ludzkich ciałach w stopniu na tyle wysokim, że mogą zniszczyć rozwijające się w ciele matki dziecko, uszkadzają materiał genetyczny. Przez cale lata stasowałam różne kosmetyki najpierw z ciekawości, potem w beznadziejnej walce z wypryskami na skórze, aby dojść w efekcie własnych poszukiwań do zaskakującego wniosku, że być może do ich powstawania przyczyniają się stosowane preparaty, które mają na etykietce „naturalne”, a w składzie cała listę chemicznych dodatków do natury.

Kosmetyki rzadko bywają modelowe. W standardowym preparacie, najczęściej dostępnym na półce drogerii możemy znaleźć wymieszane substancje naturalne i syntetyczne. Trudno się połapać, tym bardziej, że nazwy chemiczne zawierają przedrostki sprawiające wrażenie ich naturalnego pochodzenia np. Cocamide DEA.

Najlepszym rozwiązaniem dla konsumenta byłyby jednoznaczne przepisy regulujące możliwość stosowania przez producentów określenia „naturalne”, niemniej nie jest to łatwe do zrealizowania. Międzynarodowe potęgi kosmetyczne, mają zbyt wiele do stracenia, gdyby powszechnie wiadomym stało się, jak bardzo nienaturalne są ich „naturalne” kosmetyki.

Na tym etapie swoich poszukiwań doszłam jednak do wniosku, że problemem w gruncie rzeczy są nie tyle praktyki przemysłu chemicznego, czy brak odpowiednich przepisów, ile mentalna bierność kupujących, bo dzięki niej są one możliwe. Nie chodzi już tylko o to, że nieświadomość może mieć negatywne skutki dla naszego zdrowia i urody. Setki toksyn chemicznych odkładają się nie tylko w ludzkich ciałach, ale i w środowisku, stanowiąc potencjalne zagrożenie nie tylko dla nas, ale i dla przyszłych pokoleń. Np. syntetycznych związków halogenowych natura nie jest w stanie ich zneutralizować, więc coraz pojawia się ich w jeziorach, rzekach czy morzach zatruwając już nie tylko nas, ale cały ekosystem.

Rozwijanie świadomości w dziedzinie tego, co może kryć się za napisem „naturalny” na kosmetyku może mozolne, ale też może stać się fascynującą przygodą, taka jaką stało się dla mnie.

Żeby stać się bardziej świadomym klientem i mieć elementarną gwarancję, że kupujemy kosmetyk naturalny nie trzeba jednak zarywać nocy, tak jak zdarzyło się to mnie. Wystarczy zapamiętać choćby podaną poniżej podstawową listę składników, które pod żadnym pozorem nie powinny znaleźć się w składzie kosmetyku z etykietką „naturalny”:

  • oleje mineralne i inne pochodne ropy naftowej takie jak parafina, wazelina,
  • silikony – substancje etoksylowane (nazwy zaczynające się od PEG),
  • glikol propylenowy (propylene glycol),
  • konserwanty nieidentyczne z naturalnymi (np. parabeny),
  • syntetyczne aromaty,
  • syntetyczne barwniki.

Życząc Wszystkim Czytelnikom wiele zdrowia i urody.

Krystyna Kozikowska-Koppel